Archiwa kategorii: Tadeusz Chmielowski – „Klon”, „Bartek”, „Walter”

W Kedywie i partyzantce (1)

Tadeusz Chmielowski – „Klon”, „Bartek”, „Walter”, Zeszyt 36

Od Redakcji

Przekazujemy Czytelnikom kolejne wspomnienia z konspiracji autorstwa Tadeusza Chmielowskiego opisujące działania i walkę w Obwodzie Koneckim. Jest to zarazem monografia Kedywu tego Obwodu. Teksty poszczególnych rozdziałów zostały przygotowane jako opracowania historyczne do pozycji książkowej, która dotychczas nie ukazała się drukiem. Autor podaje na ogół pseudonimy, imiona i nazwiska, jednak ze względów osobistych w niektórych przypadkach podaje pierwszą literę nazwiska. Opisy działań mają dużą wartość historyczną dla okresu lat 1940 – 1945. Nadmienić należy, że w związku z prowadzonymi intensywnie na tym terenie działaniami sabotażowymi i dywersyjnymi niemiecka administracja okupacyjna  nazywała miasto Końskie „Banditenstadt”.”

Trudne początki działalności konspiracyjnej

Począwszy od jesieni 1941 roku „Malina” Bogumił Kacperski – dowódca plutonu 201 w Końskich organizował, w ramach ogólnokrajowej akcji dywersyjnej zwanej „Akcją N”, rozlepianie na parkanach, słupach ogłoszeniowych i tablicach z urzędowymi obwieszczeniami – plakatów antyhitlerowskich w języku niemieckim, skierowanych głównie do żołnierzy Wehrmachtu. Akcja ta obejmowała również gazetki, które były podrzucane do instytucji niemieckich. Pamiętam, że pod niektórymi odezwami był podpis : „Die deutsche Frontsoldaten” . W związku z tą akcją największe emocje przeżył Kazik Chojniarz ps. „Walcz”, „Wacek”. Nalepiając plakat na parkanie przy ul. Tarnowskich /naprzeciw lokalu Sonderdienstu/ dał się zaskoczyć przez Niemca. Zachowując spokój pozwolił funkcjonariuszowi zbliżyć się do siebie i podając mu ze słowami : „Bitte schön” – do ręki rulon plakatów, sam nagłym przerzutem przesadził parkan i zbiegł, klucząc przez ogrody i pola do domu.

Czytaj dalej

W Kedywie i partyzantce (3)

Tadeusz Chmielowski – „Klon”, „Bartek”, „Walter”, zeszyt 38

Wólka Plebańska –  dzienny napad na pociąg 4.09.1943 r.

Po znanej akcji kilkugodzinnego opanowania miasta Końskie w nocy z 31sierpnia na 1 września 1943 r., dokonanej przez Zgrupowanie por. „Robota” Waldemara Szwieca, szczegółowo opisanej przez różnych autorów, wszyscy żołnierze oddziału zostali umundurowani w ćwiczebne uniformy Werhmachtu.

Zaledwie zdążyliśmy oswoić się z nowymi mundurami, wyczyścić starannie broń i uzupełnić amunicję, a w moim przypadku wygoić obolałą piętę, gdy rankiem 4 września poderwał nas „Robot” do nowej akcji. Już od dwóch tygodni w rozmowach żołnierzy znajdowała wyraz chęć powtórzenia napadu na tzw. Urlauberzug, podobnie jak to miało miejsce pod Michniowem. Taki pociąg urlopowy był najdogodniejszy do zdobycia ze względu na niezorganizowany charakter masy żołnierskiej, niezdolnej przeto do efektywnej obrony. Teraz właśnie „Robot” postanowił spełnić pragnienie swoich żołnierzy, wybierając jako miejsce akcji Wólkę Plebańską, najbliższą od naszego miejsca postoju, stację kolejową. Miała to być akcja w biały dzień.

Czytaj dalej

W Kedywie i partyzantce (2). W oddziale leśnym Kedywu Końskie.

Tadeusz Chmielowski – „Klon”, „Bartek”, „Walter”, zeszyt 37

Obwód ZWZ-AK Końskie „Dalia”

 Nieudana próba rozbicia koneckiego więzienia 25 lipca 1943 r.

Wyszedłem z Końskich wczesnym rankiem 14 lipca 1943 r. Na miedzy nie wyschła jeszcze rosa. Z oddali dolatywał dźwięk osełek żniwiarzy ostrzących kosy. Przenikała mnie radość, jakiej od dawna już nie doznawałem. Koniec z ciągłym ocieraniem się o wroga w pracy, urzędach i na ulicach, z nasłuchiwaniem kroków podkutych butów nocnych patroli, chowaniem się w bramach w celu uniknięcia rewizji. Rozpoczynam nowe, wolne życie. Jeśli dopadnie mnie śmierć – będzie to śmierć żołnierska, w gronie przyjaciół, a nie męczeński, samotny zgon konspiratora.

Zbliżając się do lasu – niedaleko wylotu drogi gruntowej z Końskich przez Niebo do Piekła – usłyszałem znajomy gwizd. Na skraju lasu stał „Dębicz” z kbk. Sto metrów dalej znalazłem „Eryka”, „Ikara”, „Felusia”, „Kulę”, „Okonia” i „Zycha”. Po paru godzinach nadszedł Wacek. Nie pozostało nic innego jak czekać na „Księdza”, który po ucieczce gdzieś się zawieruszył i tymczasem zająć się sprawami broni i oporządzenia. Wydobyliśmy ze schronu karabiny, pasy, ładownice i amunicję. Wystawiliśmy czujki, czekaliśmy na pozostałych kolegów.

Czytaj dalej