Archiwa kategorii: Aleksander Łempicki „Łukomski” „Howerla”

Zbrodnia i kara

Aleksander Łempicki „Łukomski” „Howerla”, zeszyt 39

Było to w czerwcu 1943 r. W majątku Zbydniów, należącym do rodziny Horodyńskich w powiecie tarnobrzeskim, obchodzono uroczystości ślubne w gronie najbliższych i przyjaciół. W czasie przyjęcia zdarzył się drobny, codzienny zresztą jak na owe czasy i okolice, wypadek. Z nastaniem zmroku ktoś zapukał do okna – zapewne partyzanci. Lasy były ich pełne, a pod płaszczykiem ruchu podziemnego często elementy przestępcze uprawiały bandytyzm. Było tak po trochu wszędzie, zwłaszcza za Wisłą. Pan domu, otworzył okno, wdał się w rozmowę z dwoma osobnikami. Trwała ona krótko i polegała na prośbie, by raz przynajmniej, w dniu święta rodzinnego, nie zakłócali spokoju. Epizod minął niepostrzeżenie.

O późnej godzinie, gdy młoda para już wyjechała a część gości udała się na spoczynek – pozostali gawędzili w holu. Nie wiem, czy szum deszczu, czy zamknięte okiennice zagłuszyły warkot motoru. Tak często Niemcy ostatnimi czasy przyjeżdżali zajmować kwatery w drodze na wschód. Zbydniów leżał bowiem przy głównym szlaku.

Czytaj dalej

Na tropie zdrady

Aleksander Łempicki „Łukomski” „Howerla”, zeszyt 38

23Było to w grudniu 1943 roku. „Ponury” przyjechał z oddziału na krótki urlop. Leczył świerzb, chorował na wątrobę i wieczorami opowiadał niekończące się historie. A było czego słuchać. Kampania francuska, szkolenie spadochronowe w Wielkiej Brytanii, lot do Polski, dywersja w „Wachlarzu” na odcinku Kijów – Odessa, Warszawa, słynny Pińsk, partyzantka w okręgu radomskim, jego oddział, jego żołnierze, jego oficerowie. „Ponury” był zakochany w swoich żołnierzach. Pamiętam, jak przez dwa wieczory pomagałem mu w porządkowaniu czegoś w rodzaju kart ewidencyjnych. Przewijały się setki pseudonimów. Szczupłe i suche dane, jak wiek, wykształcenie, a nawet znajomość języków obcych, potrafił uzupełniać opowiadaniami, z których niemal każde miało coś z legendy. Przerywałem mu czasem mówiąc nieśmiało, że przecież nigdy nie skończymy roboty. Przesuwał wtedy palcem wzdłuż listy o dwa czy trzy pseudonimy dalej, i opowiadanie rozpoczynało się od nowa. Inna część Polski, inne koleje losu, różne środowiska – ale zawsze ta sama żądza walki z Niemcami.

Czytaj dalej