A godłem mym była ,,Jodła”…

Wacław Czosnek ,,Polny", Zeszyt 20

Podobwód ,,Samborzec, Jodła”
Obwód ,,Eukaliptus”
Okręg Radomsko – Kielecki

img_0008Na wstępie wspomnień poczuwam się do obowiązku podziękowania Opatrzności Bożej za tyle łask doznanych w tamtych tragicznych latach wojny i okupacji…. Moja myśl biegnie w tej chwili w daleką przeszłość młodości i wieku dojrzałego, spędzonych w ukochanej Ziemi Sandomierskiej… A było to w największym skrócie tak:

  …W roku 1935, w dniu śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego, zdałem maturę w gimnazjum sandomierskim, noszącym właśnie Jego imię. Wraz z kilkunastoma kolegami postanowiliśmy poświęcić się zaszczytnej służbie wojskowej. l tak po trzech latach nauki w Szkole Podchorążych Piechoty w Różanie i w Komorowie k. Ostrowi Mazowieckiej uzyskaliśmy wymarzony stopień oficerski.

  Jako podporucznik otrzymałem w 1938 r. przydział do służby stałej w 75 pułku piechoty im. Strzelców Bytomskich w Chorzowie, który w tym czasie stacjonował w Boguminie na Zaolziu.

  Wypadki polityczne zmusiły nasz pułk do powrotu do Chorzowa, gdzie wobec zagrożenia kraju agresją hitlerowską skierowani zostaliśmy na wiosnę i w lecie 1939 r. do intensywnych przygotowań obronnych. Pod koniec sierpnia otrzymałem przydział do 23 dywizji piechoty w Katowicach z zadaniem zmobilizowania kompanii kolarzy. Po zbombardowaniu nas 1 września w Katowicach otrzymałem jako dowódca plutonu zadanie ubezpieczenia głównej linii obronnej naszej dywizji w miejscowości Gostynia z kierunku Kobióra. W dniu tym przeżyliśmy chrzest ogniowy ze strony artylerii niemieckiej, podczas którego poległ pierwszy żołnierz w moim plutonie.

  3 września otrzymaliśmy rozkaz rozpoznania drogi na Chełmek – Oświęcim i w tym dniu stoczyliśmy krwawy bój ze znajdującymi się już tam Niemcami, Zostałem ranny w ramię, na szczęście nie groźnie, Przez następne dni ubezpieczaliśmy wycofujące się ze Śląska wojska naszej Armii ,,Kraków”.

  5 września otrzymałem rozkaz ubezpieczenia mostu Dębnickiego w Krakowie. Armia nasza wycofywała się po lewej stronie Wisły prowadząc każdego dnia walki z okrążającym nas nieprzyjacielem. 10 września Armia ,,Kraków” rozpoczęła przeprawę przez Wisłę pod Baranowem Sandomierskim. Niestety, moja kompania kolarzy, ubezpieczając ciągle odwrót lub przeprowadzając rozpoznanie nieprzyjaciela, została rozproszona, a ja 16 września dostałem się w okolicy Szydłowa k/Staszowa do hitlerowskiej niewoli. Przewieziono mnie do Krakowa. Po kilkunastu dniach udało mi się dostać do szpitala św. Łazarza, skąd w październiku 1939 r. dzięki pomocy znajomych pań z Chorzowa, które ewakuowały się do Krakowa, udało mi się uciec i wrócić w strony rodzinne do wsi Gorzyczany koło Sandomierza. Rozpocząłem nowy rozdział życia i pracy konspiracyjnej w szeregach SZP, ZWZ i Armii Krajowej .

  Jako oficer zawodowy zostałem już 9 listopada 1939 r. zaprzysiężony przez znajomego Mariana Staronia, sekretarza gminy pełniącego funkcję komendanta placówki konspiracyjnej w Samborcu, w obecności podporucznika Mazgaja ps. ,,Brunon”, który zginał później rozstrzelany 30 lipca 1944 r. przez hitlerowców.

  Wkrótce w Sandomierzu otrzymałem nominację z rąk ,,Czarnego” na inspektora Podobwodu III-Samborzec. Mieszkałem u pani Sznerchowej, której syn Stefan, jako sanitariusz w 7 kompanii 2 pp Leg.AK, opatrywał później kolejną moją ranę, otrzymaną 26 września 1944 r. po bitwie pod Radkowem.

  Do podobwodu ,,Samborzec” (kryptonim ,,Jodła”) należały placówki: Samborzec, Koprzywnica i Łoniów. Do moich obowiązków należała organizacja, zbieranie broni i szkolenie oddziałów konspiracyjnych, które prowadziłem głównie w gajowce Boryckiego w Łoniowie, a także nad rzeką Koprzywianką. W 1941 r. zostały utworzone na tamtejszym terenie Bataliony Chłopskie, których komendantem został mój starszy kolega gimnazjalny Leon Cieśla. Niestety, zginął on z rąk niemieckich. W mojej miejscowości prowadziłem i ja szkolenie oddziału Batalionów Chłopskich.

  13 kwietnia 1943 r. Niemcy usiłowali mnie aresztować. Uratowali mnie moja siostra Władysława Surowiec i brat Janek, który ściągnął na siebie ich ogień, na szczęście niezbyt celny. Fakt mego zagrożenia spowodował, że rozkazem Komendanta Obwodu Sandomierz zostałem przeniesiony na inspektora podobwodu V-Staszów, kryptonim ,,Modrzew”, a następnie powierzono mi funkcję oficera wyszkolenia bojowego Obwodu Sandomierz.

  Z tego okresu pozostało mi w pamięci szkolenie oddziałów Podobwodu I-Sandomierz nad rzeką Opatowską. Oddział ten pod dowództwem kapitana ,,Swojaka” – Ignacego Zarobkiewicza został 30 lipca 1944 r. rozbity ponosząc straty w ilości 17 zabitych i 20 rozstrzelanych partyzantów. W działalności szkoleniowej współpracowaliśmy również z oddziałem ,,Jędrusiów”, którego dowódcą po śmierci ,,Jędrusia” – Władysława Jasińskiego w dniu 9 stycznia 1943 r. został jego zastępca, ppor. ,,Józek”, ,,Sowa” – Józef Wiącek. Na moje dawne stanowisko inspektora Podobwodu ,,Samborzec” został wyznaczony ppor. ,,Koprowski” – Michał Misiuda, który zginął 29 kwietnia 1944 r. w walce z własowcami w Postronnej. Po jego śmierci stanowisko to powierzono ppor. „Rederowi” – Dionizemu Mędrzyckiemu,

  Pod koniec lipca 1944 r. zmobilizowałem i przyprowadziłem kompanię podobwodu ,,Samborzec” na koncentrację 2 pp Leg AK w Lasach Klimontowskich. Podczas marszu kompanii na koncentrację 2 pp którego dowódcą był major Wiktorowski ,,Kruk”, urządziliśmy zasadzkę w lasach Łoniowa na kolumnę niemiecką.

Zginęło wówczas 2 naszych żołnierzy, byli to kpr. ,,Szary” – Wincenty Piwowarski z Koprzywnicy i ,,Wrzos” – szer. Edward Małobrody.

  W tym samym czasie nasz patrol ujął na szosie klimontowskiej dwóch Niemców, a właściwie Austriaka _ starszego feldfebla i kierowcę jego samochodu. Zostali rozbrojeni, a samochód zatrzymaliśmy. Zdobyliśmy przy nich ważny dokument – książkę rozkazów jakiegoś batalionu niemieckiego, w której to książce w okresie całej akcji ,,Burza” prowadziłem kronikę naszych walk, a uzupełniał moje zapisy podchorąży ,,Gracz” – Henryk Nowakowski, mój kolega gimnazjalny. Książkę tę po rozwiązaniu naszego pułku w październiku 1944 r. zostawiliśmy na melinie w miejscowości Szewce k. Kielc. Jak podaje Mieczysław Młudzik „Szczytniak” w swojej pracy pt. ,,Borem – lasem”, książkę tę gospodarze, u których ją zostawiliśmy, przekazali  ppor. ,,Kajtkowi” – Zygmuntowi Firleyowi, w którego posiadaniu nadal się znajduje. Ważny to i ciekawy dokument.

  Następną bitwę stoczyliśmy pod wsią Wólka Gieraszowska, Walka ta była prawdziwym chrztem bojowym tej kompanii, która weszła w skład III batalionu jako 8 kompania. W nocy z 4 na 5 sierpnia oddział złożony z 85 ochotników kompanii Samborzeckiej i Klimontowskiej wziął udział w wypadzie na Ceber, gdzie kwaterował oddział niemiecki. Był to nasz największy sukces, zdobyliśmy bowiem duże ilości broni i sprzętu wojskowego, a do niewoli wzięliśmy kilkudziesięciu żołnierzy nieprzyjaciela, Ja sam, ubezpieczając oddział, wziąłem do niewoli 3 Niemców i uchroniłem oddział przed ich zasadzką. Niestety, w walkach tych zginęło dwóch naszych kolegów: Adam Chamerski – ,,Bicz” i Leon Szymalski.

  W połowie sierpnia 1944 r., gdy otrzymaliśmy rozkaz marszu na pomoc walczącej Warszawie, powierzono mi dowództwo połączonych dwóch kompanii, tj. 8 kompanii Samborzeckiej i 7 kompanii Klimontowskiej. Nowa kompania przyjęła numerację 7 kompanii III batalionu 2 pp Leg AK 2 dywizji. Jako dowódca tej kompanii wziąłem udział we wszystkich walkach, jakie 2 pułk stoczył na trasie marszu do Warszawy.

  Niestety, wypadki potoczyły się inaczej niż planowano. Dywizja otrzymała pod koniec sierpnia rozkaz wstrzymania marszu na pomoc Warszawie. We wrześniu moja kompania stoczyła bój pod miejscowościami Miedzierza, Radoszyce i pod Radkowem, gdzie 26 września zostałem ranny. Z uwagi na upadek powstania warszawskiego i nadchodzące chłody jesienne dywizja i pułk zostały rozwiązane, a żołnierze poszli na meliny. Ja przeszedłem do miasta Lipsko blisko Wisły. W styczniu 1945 r. ruszyła ofensywa sowiecka, w czasie której, po przygodach, wróciłem do stron rodzinnych, gdzie czekało na mnie NKWD. W tej sytuacji musiałem szybko wyjechać na Śląsk. Przepracowałem tam 36 lat w górnictwie, ukończyłem odpowiednie studia ekonomiczne i techniczne, przez ten okres, mimo zwalniania mnie z pracy jako „zaplutego karta reakcji” angażowałem się w pracy społecznej w dziedzinie obronności kraju jako prezes klubu Oficerów Rezerwy. Umożliwiło mi to dalszą pracę patriotyczno – historyczną, m.in. poprzez organizowanie wycieczek szlakiem partyzanckim po całej Polsce. Obecnie jako emeryt jestem prezesem zarządu koła Św. Zw. Żołn. Armii Krajowej w Bytomiu.

  Na zakończenie podaję, ze historia mojego udziału w kampanii wrześniowej 1939 r. jest opisana w książce Władysława Steblika pt. „Armia Kraków”, a moja działalność konspiracyjna i partyzancka (z odnośnymi zdjęciami) w książce pt. „Jodła” Wojciecha Borzobohatego, ostatniego naszego komendanta ŚSŻAK, z którym miałem zaszczyt być w kontakcie.

  Informuję także, iż posiadam prawie cały skład osobowy 7 kompanii partyzanckiej. Z żyjącymi jeszcze kolegami spotykamy się w Klimontowie w rocznicę bitwy stoczonej 26 września 1944 r. pod Radkowem, w której zginęło 3 moich żołnierzy, a 13 zostało rannych.

(Przedruk z broszury ,,Wszystkimi drogami do Bytomia” , wyd. 1995 r.)

img_0009

Kompania Samborzecka na koncentracji w lasach klimontowskich w lipcu 1944 r. W połączeniu z kompanią z Klimontowa Sandomierskiego utworzyła ona 7 kompanię 2 pp Leg-AK, którą dowodził od połowy sierpnia do końca września 1944 r por. Wacław Czosnek ,,Polny” (na zdjęciu oznaczony krzyżykiem.)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *