Archiwum autora: Piotr Myśliński

Harcerze z grup szturmowych w akcji „Burza”

Feliks Świercz „Przewrotny”, zeszyt 38

W oddziale partyzanckim Komendanta „Szarego” kpt. Antoniego Hedy

Feliks Świercz, autor

Feliks Świercz, autor

Po długich oczekiwaniach dnia 16.07.1944 r. otrzymałem rozkaz od „Borzęckiego” (phm. Stanisław Wdowicz), abym nawiązał kontakt z oddziałem „Szarego” i ustalił termin i miejsce dołączenia plutonu harcerskiego z chorągwi kieleckiej, który pragnie walczyć pod jego rozkazami. Wyposażony w niezbędne dokumenty i kontakty wyruszyłem do wsi Mroczków koło Sołtykowa. Miałem się spotkać z gajowym, który mieszkał na końcu wsi w gajówce położonej na lizjerze lasów majdowskich. Bez trudu dotarłem pod wskazany adres i jako strudzony uciekinier poprosiłem o szklankę wody. Gajowy podejrzliwie spoglądał na mnie, ale podniósł się z ławy, nabrał garnek wody i podszedł do mnie.

Kiedy mi ją podawał, szeptem wypowiedziałem hasło, aby domownicy go nie słyszeli, na moment przystanął i powiedział: Szukasz kontaktu z oddziałem „Szarego”. – Tak – odpowiedziałem mu bez namysłu widząc, że on nie ukrywa tego przed domownikami. – Masz szczęście, bo wczoraj oddział „Szarego” przyszedł w nasze strony i biwakuje przy źródłach rzeki Kamiennej w okolicach wsi Ciechostowice – klepał nie dając mi dojść do słowa. – Wypij wodę i ruszamy w drogę, słońce chyli się ku zachodowi, a do obozu kawałek drogi – dodał i ruszył do drzwi. Bez słowa podniosłem się z krzesła i ruszyłem za gajowym, który, coś mruczał pod nosem, ale nie zwracałem na to uwagi.

Czytaj dalej

Lotnik i partyzant

Ryszard Marcinkowski „Ryś”, zeszyt 37

Obwód ZWZ-AK Włoszczowa „Kaktus”

Podchorąży Henryk Szopiński, 1937 r.

Podchorąży Henryk Szopiński, 1937 r.

Major Henryk Szopiński należał do zasłużonych pilotów polskiego lotnictwa wojskowego, dlatego pragnę opisać jego drogę życiową, która była niełatwą. Urodził się 16 stycznia 1915 roku w miejscowości Praszka w powiecie wieluńskim. Jego rodzicami byli Wiktor i Marcjanna z domu Krzemińska.

Szkołę podstawową ukończył w Praszce, a następnie w 1929r. wstąpił do Szkoły Kadetów nr 2 w Chełmnie nad Wisłą. Tam po pięciu latach nauki uzyskał świadectwo dojrzałości w państwowym gimnazjum o profilu matematyczno-przyrodniczym.

Od młodych lat pasjonowało go lotnictwo i w 1935r. wstąpił do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie, którą ukończył w 1938r. Jako podporucznik w korpusie oficerów lotnictwa otrzymał przydział do 3. pułku lotniczego stacjonującego w Poznaniu na Ławicy.

Czytaj dalej

W Kedywie i partyzantce (2). W oddziale leśnym Kedywu Końskie.

Tadeusz Chmielowski – „Klon”, „Bartek”, „Walter”, zeszyt 37

Obwód ZWZ-AK Końskie „Dalia”

 Nieudana próba rozbicia koneckiego więzienia 25 lipca 1943 r.

Wyszedłem z Końskich wczesnym rankiem 14 lipca 1943 r. Na miedzy nie wyschła jeszcze rosa. Z oddali dolatywał dźwięk osełek żniwiarzy ostrzących kosy. Przenikała mnie radość, jakiej od dawna już nie doznawałem. Koniec z ciągłym ocieraniem się o wroga w pracy, urzędach i na ulicach, z nasłuchiwaniem kroków podkutych butów nocnych patroli, chowaniem się w bramach w celu uniknięcia rewizji. Rozpoczynam nowe, wolne życie. Jeśli dopadnie mnie śmierć – będzie to śmierć żołnierska, w gronie przyjaciół, a nie męczeński, samotny zgon konspiratora.

Zbliżając się do lasu – niedaleko wylotu drogi gruntowej z Końskich przez Niebo do Piekła – usłyszałem znajomy gwizd. Na skraju lasu stał „Dębicz” z kbk. Sto metrów dalej znalazłem „Eryka”, „Ikara”, „Felusia”, „Kulę”, „Okonia” i „Zycha”. Po paru godzinach nadszedł Wacek. Nie pozostało nic innego jak czekać na „Księdza”, który po ucieczce gdzieś się zawieruszył i tymczasem zająć się sprawami broni i oporządzenia. Wydobyliśmy ze schronu karabiny, pasy, ładownice i amunicję. Wystawiliśmy czujki, czekaliśmy na pozostałych kolegów.

Czytaj dalej

Okruchy wspomnień z tamtych lat

Włodzimierz Bielnicki ps. „Konrad”, zeszyt 37

Obwód ZWZ-AK Iłża „Cykoria”
żołnierz oddziału „Wrzosa”

Włodzimierz Bielnicki ps. „Konrad”, „Sten”.

Włodzimierz Bielnicki ps. „Konrad”, „Sten”.

Wojna przetaczała się przez wschodnie tereny Polski. Zbliżał się czas akcji „Burza”. Młodzi chłopcy, a często i dziewczęta, dotychczas pilnie uczęszczający na komplety tajnego nauczania, a niezależnie od tego mający konkretne zadania w pracy konspiracyjnej – teraz starali się uzyskać kontakt z oddziałami leśnymi. W lecie 1944r. w okolicy Skarżyska-Kamiennej istniały już takie oddziały.

Pewnego dnia w początkach lipca 1944r. przewodnik przeprowadził mnie i moich dwóch kolegów z takich kursów tajnego nauczania – braci bliźniaków: Jurka i Zbyszka Łazarczyków – do niezbyt odległego od Skarżyska kompleksu leśnego, gdzie w okolicy miejscowości Gadka stacjonował oddział ppor. „Wrzosa”, dobrze mi znanego leśniczego Seweryna Maczugi. Tego nadzwyczaj towarzyskiego i wesołego pana znałem z ostatnich lat przed wojną poprzez mojego wuja Franciszka Łagosza, nadleśniczego w Skarżysku, a jednocześnie męża siostry mojego ojca Kazimierza. Kontakty towarzyskie rodziny nadleśniczego z rodziną pana Maczugi były bardzo ożywione. Mnie i mojego starszego brata Andrzeja zabierano czasem przed wojną jako pomocników na polowanie na kuropatwy, gdzie najlepszym strzelcem okazywał się pan Seweryn Maczuga.

Czytaj dalej

„BURZA” na przyczółku

Czesław Kotela „Wit”, zeszyt 37

PRZED „BURZĄ”

Przyszedł lipiec 1944 roku. Niemcy uciekali. Trzeba przyznać, że w sposób zorganizowany. Kilka miesięcy wcześniej zaczęli zacierać ślady zbrodni popełnionych na Żydach. Przyjechało specjalne Brennkomando, które przy pomocy ocalałych policjantów żydowskich ekshumowało zwłoki Żydów pomordowanych w Sandomierzu i paliło je na stosach drzewa oblanych ropą naftową. Odbywało się to na cmentarzu żydowskim i trwało szereg dni. Nad miastem snuły się dymy ciągnące się od cmentarza żydowskiego. Przez wiele dni czuć było w całym mieście odrażającą woń palonych ludzkich ciał.

Przez Sandomierz prowadziła jedna z ważniejszych dróg odwrotu niemieckiej armii, przez dwa mosty drogowe na Wiśle stojące obok siebie. W miarę jak rozwijała się sowiecka ofensywa, zwiększał się potok wycofujących się wojsk niemieckich. Radość sprawiało patrzeć, jak butni dawniej zwycięzcy teraz musieli uchodzić przed nacierającymi wojskami nieprzyjaciela. Gdzieś na dnie tej radości rósł jednocześnie niepokój, co przyniosą ze sobą obecni zwycięzcy. Wieści, jakie do nas dochodziły, nie były uspokajające. Sowieci traktowali Armię Krajową jako organizację nieprzyjazną. Słyszało się o aresztowaniach żołnierzy i oficerów AK. Były to pogłoski, nic oficjalnego. Milcząco przyjmowaliśmy, że nas to nie może dotyczyć, gdyż działamy na terenie, nie kwestionowanym przez rząd radziecki, jako polski, w przeciwieństwie do naszych, dawnych wschodnich terenów, zaanektowanych w 1939 roku przez Związek Radziecki. Tym bardziej powinniśmy pomóc Armii Czerwonej w jej ofensywie, działając na tyłach Niemców, aby godnie prezentować polskie państwo podziemne wobec wkraczających wojsk sowieckich. Było to myślenie dość naiwne, jak pokazała nadchodząca przyszłość. Sowieci rozprawili się z Armią Krajową z całą bezwzględnością silniejszego i atawistyczną nieufnością do wszystkiego, co wolne i polskie. Nie raz zadawałem sobie pytanie: czy mogliśmy wówczas myśleć inaczej? Czy była lepsza alternatywa? Czy można było, na przykład, zamrozić nasze (AK) działania, schować broń, czekać, co przyniesie los? Każdy wariant naszego postępowania mógł być wykorzystany przeciwko nam. W lipcu 1944 roku sprawa polska była przegrana na najwyższym szczeblu, w Jałcie, o czym wówczas nie wiedzieliśmy, wierząc dobrodusznie w aliantów i w tak zwaną „dziejową sprawiedliwość”.

Czytaj dalej

Walka na śmierć i życie

Eugeniusz Wawrzyniak „Puszczyk”, zeszyt 37

RANNY W PUSZCZY

W czasie boju pod leśniczówką Huta, około godz. 1100, podciągnęły pod Stefanów, od strony Kurzacz, niemieckie patrole, gdzie przyczaili się partyzanci por. „Sędziwoja”. Pod naporem silnego ognia wycofali się pod gajówkę Puszcza, gdzie według rozkazu miał czekać od godz. 1200 łącznik z dowództwa pułku z dalszymi rozkazami. Niemcy zalegali, czekając prawdopodobnie na posiłki. Do przyczajonej grupy osłonowej dołączyło kilku zagubionych partyzantów z innych kompanii, a zapowiedzianego łącznika ciągle nie było. W szeregi osamotnionej grupy wkradło się zwątpienie, iż zapomniano o ubezpieczeniu tylnym.

Łącznik jednak został wysłany, jak się później okaże, ale ostrzelany przez Niemców nie zdołał dotrzeć do por. „Sędziwoja” i dostarczyć mu rozkazu o wycofaniu się i dołączeniu do głównych sił pułku.

Sytuację komplikował dodatkowo fakt, że por. „Sędziwój” nie znał celu ani kierunku, w którym przebijał się pułk. Postanowił więc kluczyć w tym rejonie, a pod osłoną nocy przedzierać się poza zagrożony teren i tam trafić na ślad macierzystej jednostki.

Czytaj dalej

Działalność SOE na Bałkanach Sytuacja polityczno – wojskowa

Henryk Myśliński „Mars”, Zeszyt 34

Wiosną 1941 r. Niemcy hitlerowskie dokonały kolejnego aktu agresji w Europie południowo-wschodniej. Bogactwa naturalne, położenie strategiczne Bułgarii, Grecji i Jugosławii stwarzały dogodne warunki do dalszego rozszerzenia wojny zaborczej w Europie, Azji i Afryce. Zajęcie dominującej pozycji na Półwyspie Bakańskim miało przynieść Niemcom możliwość wykorzystania zasobów ekonomicznych i ludzkich tych krajów do napaści na ZSRR oraz uzyskania dogodnej pozycji do uderzeń na komunikację i strategiczne obszary Wielkiej Brytanii w basenie Morza Śródziemnego, w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Wiele lat wcześniej III Rzesza przygotowała sobie, przez montowanie V Kolumny, działalność szpiegowską, front wewnętrzny, który został wykorzystany w chwili agresji. Na Węgrzech Niemcy mieli ponadto oparcie w części korpusu oficerskiego starszej generacji z okresu Austro-Węgierskiego, a w Rumunii w organizacji faszystowskiej „Żelazna Gwardia”, w Bułgarii zaś sprzyjał im król Borys z dynastii niemieckiej Sachsen-Coburg i jego reakcyjne otoczenie. W Jugosławi uzyskiwali poparcie w separatystycznych, szowinistycznych organizacjach, głównie w Utaszach gen. Ante Pavelicia. Najmniejsze możliwości mieli w Grecji, gdzie jedynie niektórzy wyżsi urzędnicy byli zwolennikami Niemiec.

Czytaj dalej

Uderzyć Niemcy w „…miękkie podbrzusze”… Bałkany (SOE)

Paweł Maria LIsiewicz, Zeszyt 34

Wielka Brytania – państwo kolonialne, opierając swoją potęgę na zdobytych koloniach – była zainteresowana basenem Morza Śródziemnego. Miała do niego klucz, gdyż panowała nad Cieśniną Gibraltarską i posiadała rozbudowane bazy na Malcie, Cyprze i w Aleksandrii, aż po Kanał Sueski. To zapewniało jej drogę do kolonii indyjskich oraz na Daleki Wschód. Aby utrzymać ten strategiczny szlak morski, należało zapewnić sobie wpływy w Grecji, położonej w południowej części Półwyspu Bałkańskiego. Chętnie widziałaby w tym łańcuchu baz Jugosławię oraz Dardanele, czego nie zdołała osiągnąć podczas I wojny światowej, a jeszcze chętniej – rozbudowanie głębokiego zaplecza bałkańskich wybrzeży przez rozciągniz27ęcie wpływów na Turcję, Węgry, Rumunię i dotarcie do doliny naddunajskiej po Austrię. Ten pomysł stanowił myśl przewodnią zamierzeń Churchilla.

Po upadku Francji Anglicy byli pochłonięci dylematem obrony własnej wyspy, bezpośrednio zagrożonej hitlerowską agresją, ale w kołach sztabowych począł dojrzewać zamysł działań zaczepnych. Zniweczyć próbę lądowania Niemców na brytyjskim brzegu – to tylko połowa sukcesu. Całkowite zwycięstwo wymagało inwazji na kontynent i pokonania Niemiec na ich własnym terytorium.

Czytaj dalej

Ostatnie boje na ziemi włoszczowskiej

Helena Zakrzewska ps. „Maria”, Zeszyt 34

W ostatnich dniach października 1944 r. oddziały Armii Krajowej we Włoszczowej stoczyły 4-dniowe walki z silnymi jednostkami Wehrmachtu i formacji policyjnych, które w ramach kolejnej operacji „Hubertuseinsatz” dążyły do opanowania sytuacji na zapleczu bliskiego już frontu i likwidacji oddziałów leśnych.  Była to ostatnia największa bitwa oddziałów partyzanckich Armii Krajowej z siłami okupanta.

27 października 1944 roku, 74 pp AK, noszący kryptonim „Chrobry”, dowodzony przez mjr. „Roztokę”  (Adam Szajna), w składzie I baon „Las” dowodzony przez por.” Marcina” (Mieczysław Tarchalski) w sile 438 ludzi i II baon „Wojna”, dowodzony przez kpt. „Przyboja” (Franciszek Pieniak) w sile 294 ludzi kwaterował w rejonie wsi Krzepin-Zagórcze. We wsi folwarku Krzepin stał baon „Las”, przy którym znajdowały się d-ctwa: pułku oraz 7 DP AK z oddziałami dyspozycyjnymi, plutonem zwiadu konnego i plutonem osłony radia.

Por. „Andrzej” (Florian Budniak) dowodził 2 kompanią „Buk” – liczącą 198 ludzi, pełniąc równocześnie funkcję z-cy dowódcy baonu „Las”. Kompania ta ubezpieczała północny odcinek zgrupowania, a placówki poszczególnych kompanii baonu zamykały drogi na miejscowości – Wałkonowy Górne, Zakrzew, Włoszczowę i Bebelino. Baon „Wojna” zajmował wieś Zagórcze i ubezpieczał od południa. 74 pp liczył 770 ludzi. W odległym o 4 km na południe Bałkowie kwaterował I baon 2 pp Leg., dowodzony przez kpt. „Nurta” (Eugeniusz Kaszyński), liczący ok. 300 ludzi.

Czytaj dalej

Partyzancki Oddział AK w Obwodzie Radomsko

Florian Budniak ps. "Andrzej", Zeszyt 34

Na czerwiec 1944 r. zaplanowano szereg akcji, które miał wykonać nasz oddział. W tym celu zarządziłem koncentrację wszystkich czterech plutonów do lasów położonych nad Pilicą, w rejon Krzętowa. 30 maja pluton „Robotnika” i pluton PPS dowodzony przez „Czarnego” udały się w rejon Radomska z zadaniem zniszczenia w nocy z 31 maja na 1 czerwca 1944 r. dwóch tartaków w Radomsku. Oddział ten miał zniszczyć siłownie i traki oraz spalić tartak „Reschopa” a uszkodzić tylko tartak Wünschego przy ulicy Piotrkowskiej, ponieważ znajdował się on w środku miasta i spalenie go groziłoby przeniesieniem się pożaru na dość gęsto zamieszkaną dzielnicę Radomska. Akcja ta została wykonana z powodzeniem, bez jakichkolwiek strat z naszej strony.

Por. „Robotnik” (Bolesław Skoczyński) z żołnierzami swego plutonu w lasach koło Radomska. W środku ppor. „Zapora” (Henryk Piasecki).

Por. „Robotnik” (Bolesław Skoczyński) z żołnierzami swego plutonu w lasach koło Radomska. W środku ppor. „Zapora” (Henryk Piasecki).

Czytaj dalej