Wspomnienia oficera wywiadu Okręgu Kieleckiego ZWZ-AK

Mieczysław Bielenin „Ramzes”, zeszyt 35

Słowo wstępne (fragment)

Mjr Mieczysław Bielenin „Ramzes”, zdjęcie z 1944/45 r.

Mjr Mieczysław Bielenin „Ramzes”, zdjęcie z 1944/45 r.

(…) Bezprecedensowym przykładem walki we wspólnym froncie antyhitlerowskim w drugiej połowie 1944 r. było nawiązanie przez kielecki wywiad Armii Krajowej kontaktów z wywiadem AL i „rozwiedką” sowiecką 1 Frontu Ukraińskiego. Od tego czasu wiadomości wywiadowcze AK na temat dyslokacji sił Wehrmachtu na zapleczu przyczółków na Wiśle – baranowskiego i magnuszewskiego aż do rozpoczęcia ofensywy płynęły dwoma kanałami do dowództwa Armii Czerwonej: przez płk. Wł. Sobczyńskiego „Juranda”, a od niego przez sztab partyzancki w Lublinie do centrali w Moskwie oraz przez radiostację sowiecką „555” kpt. „Anatola” do dowództwa frontu ukraińskiego – gen. Pawłowa.

Fakt podjęcia przez II Oddział współdziałania z wywiadem AL zaaprobował komendant Okręgu płk Jan Zientarski „Mieczysław”, „Ein” na odprawie dowódców w leśniczówce Światło. Przekazy waliśmy informacje dotyczące dyslokacji 27 wielkich jednostek niemieckich podległych

4 Armii Pancernej i częściowo 9 Armii oraz położenia umocnień obronnych w terenie kieleckim na odcinku 180 km. (…) Wpłynęło to wszystko na fakt, że ofensywa 12 stycznia 1945 r. już w pierwszym dniu przełamała opór nieprzyjaciela, a w ciągu następnych czterech dni Kielecczyzna została zajęta bez większych strat żołnierzy radzieckich i ludności kieleckiej oraz bez większych szkód materialnych (…)

Baza Wywiadu Kieleckiego (fragmenty)

(…) Na wstępie trzeba by wymienić na odcinku wywiadu przede wszystkim rodzinę Gierowskich, która mogłaby być wzorem poświęcenia i wychowania patriotycznego (…) STEFANIA GIEROWSKA złożyła przysięgę już 15 października 1939 r. w szeregach Służby Zwycięstwu Polski (SZP). (…) Rozpoczęła ochotniczo pracę w szpitalu św. Aleksandra w Kielcach jako siostra oddziałowa i z drugą siostrą PCK Eugenią Prausową wyprowadzały potajemnie jeńców – rannych polskich oficerów i podchorążych leżących w szpitalu pod strażą wartowników Wehrmachtu. W ten sposób wyprowadziły porucznika Zygmunta Szewczyka, późniejszego szefa wywiadu na szczeblu Okręgu Kielecko-Radomskiego i trzech podporuczników: Wilhelma Sumarę, późniejszego „Wila”, szefa wywiadu Obwodu Kieleckiego, Józefa Koguta, czynnego później w wywiadzie ZWZ w Rzeszowie i Jana Węciora, czyli „Jana Olszewskiego”, zaangażowanego później w terenie koło Wiślicy, zamordowanego w Majdanku. Udało się również wyprowadzić podchorążych: Franka Hądzla i Z. Ziemniaka (obydwaj z Poznańskiego). Jest to tylko część uwolnionych. Całość siatki wywiadowczej terenu kieleckiego przejął z polecenia „Bartka” porucznik „Wil” W. Sumara, występujący pod nazwiskiem Stanisław Janicki, z tym, że Stefania Gierowska „Pnienia” pozostawała nadal do wykonywania zadań specjalnych. Po aresztowaniu „Wila” w dniu 11 listopada 1942 r. przekazała całą kancelarię i siatkę w marcu 1943 r. nowemu jego następcy, Władysławowi Bochniewskiemu „Arturowi”, dzięki czemu nie było dłuższej przerwy w pracy służb wywiadowczych. (…)

Od stycznia 1944 r. Stefania Gierowska została wyznaczona na komendantkę Wojskowej Służby Kobiet w Obwodzie Kieleckim z zadaniem szkolenia wojskowego kobiet. Zasłużyła sobie w tej dziedzinie na pochwałę Wandy Otwinowskiej „Babci”, szefa WSK w Okręgu Kielecko-Radomskim. (…)

Lokal „Pnieni” przy ul. Sienkiewicza 11 w Kielcach należał do najlepiej zakonspirowanych (również szczęśliwych!) i przetrwał do połowy stycznia 1945 r. Przez cały rok 1944 odbywały się w nim coraz częstsze odprawy i spotkania komendanta Okręgu Jana Zientarskiego „Eina” i szefa sztabu płk. Borzobohatego „Wojana” z szefami oddziałów i formacji partyzanckich, majorem Janem Dąbrowskim „Olszyną”, Bolesławem Jackiewiczem „Rysiem”, Eugeniuszem Kaszyńskim „Nurtem” i innymi.

Ważnym ogniwem wywiadu w Kielcach było domostwo Felicji i Bogdana Gierowskich przy ul. Żeromskiego 36, szczególnie zakonspirowany lokal do pracy szefostwa wywiadu Obwodu kieleckiego i do spotkań z komendantem mjr. Zygmuntem Żywockim i Adamem Maćkowskim. Wykorzystywali go „Wil”, a po nim Roman Zarębski „Ryszard” i Władysław Bochniewski „Artur”, Stefan Gierowski „Hubert”, a także „Bartek”. We wrześniu 1944 r. mieścił się tu magazyn materiałów wybuchowych, amunicji i granatów, ukrytych w ogrodzie i oranżerii, a Felicja, żona Bogdana Gierowskiego, była łączniczką i przewoziła materiały służbowe do Warszawy, skąd potem wiozła pieniądze i rozkazy. Dodatkowo pracowała przez cały rok 1944 przy powielaniu tajnej gazetki Obwodu pt. „Prawda Polska”, redagowanej przez Józefa Andrzeja Gierowskiego „Mamuta”, starszego syna „Pnieni”. (…) Po udanej ucieczce przed aresztowaniem w Radomiu szefa BIP-u na Okręg – Marii Łozińskiej „Rozmaryny” i zainstalowaniu się jej w mieszkaniu „Pnieni” przy ul. Sienkiewicza, „Mamut” związał się z pracą w BIP-ie, a w mieszkaniu „Babci” Kubackiej przy ul. Wesołej 42 zorganizowano lokal, w którym pracowała redakcja „Prawdy Polskiej” i powielacz. Pracowała przy nim Felicja Gierowska z mężem. (…)

Młodszy syn „Pnieni” – Stefan Gierowski „Hubert” poszedł w ślady brata „Mamuta” i był w roku 1943 zastępcą szefa wywiadu w Obwodzie Kielce – „Artura”, a od jesieni 1944 r. do końca wojny w Inspektoracie Częstochowa. (…) Najmłodsza córka „Pnieni” – Maria Teresa „Marysia” spełniała funkcję obserwatora w ochronie pracowni przy ul. Sienkiewicza 11. Do jej obowiązków należało wystawianie w oknie od ulicy, „na górce”, lalki w stroju krakowskim jako sygnału, że lokal jest wolny i bezpieczny. Natomiast w czasie trwania narad i pracy zadaniem jej było obserwowanie ulicy przez okno. 11 listopada 1942 roku uratowała wywiad Okręgu w osobach „Bartka” i „Ramzesa” od wpadki w ręce gestapo. Tego dnia rano gestapo przyszło tam po szefa wywiadu „Wila”. „Marysia” wiedząc, że godzinę później ma w tym lokalu odbyć się ważne spotkanie, wymknęła się zgrabnie na ulicę i ostrzegła nadchodzących. Była najmłodszą, kochaną przez nas wszystkich łączniczką w wieku zaledwie 12-13 lat. (…)

Kobiety w Akcji (fragmenty)

(…) Wielu ludzi naszego wywiadu i konspiracji zawdzięczało uchronienie się przed aresztowaniem JANINIE OLESZCZAKÓWNIE „Zosi”, która będąc kierowniczką działu meldunkowego w kieleckim magistracie odważnie ułatwiała wystawianie „lewych” kennkart bez urzędowej ewidencji, załatwiała meldunki bez umieszczania nazwisk i adresów w kartotece, a także ostrzegała tych żołnierzy konspiracji, których gestapo szukało w kartotekach meldunkowych. Dostarczała pieczątki niezbędne do pracy wywiadu. Zawsze spokojna i uśmiechnięta.

Maria Sowiar-Chodnikiewiczowa, zdjęcie okupacyjne

Maria Sowiar-Chodnikiewiczowa, zdjęcie okupacyjne

ANTONINA GĘBICOWA, „Żaba”, niegdyś zamieszkała przy ul. Żeromskiego 30, profesor gimnazjum św. Kingi w Kielcach, działaczka ZHP i komendantka hufców żeńskich Szarych Szeregów. Prowadziła werbunek harcerek do pracy w wywiadzie, kierując się zasadą, że kandydatkę winna cechować dokładność, inicjatywa i umiejętność pokonywania trudności, odporność fizyczna i odwaga.

MARIA SOWIAR-CHODNIKIEWICZOWA „Olga”, „Joanna”, harcerka. Od grudnia 1939 r. była łączniczką sztabu II Oddziału Okręgu, a od 1941 r. w ekspozyturze „Sosna” w Radomiu. Brała udział w starciu bojowym z gestapo w Radomiu. Aresztowana w listopadzie 1942 r. w czasie przesłuchania przez gestapo wykazała imponującą odporność na tortury, nie załamała się psychicznie. Wysłana do obozu w Oświęcimiu przetrwała do ofensywy styczniowej 1945 r., w trakcie ewakuacji obozu uciekła i przemykając się bezdrożami Beskidów dotarła do domu.

MARIA SABAT „Wanda”, harcerka, siostra PCK, spokojna i wytrwała podczas wykonywania niebezpiecznych zadań, w służbie łącznikowej przez cały okres okupacji niemieckiej, zwłaszcza między poszczególnymi komórkami wywiadu.

ZOFIA GARMULEWICZ „Mirek”, harcerka, łączniczka wywiadu Okręgu Kielce, od 1943 roku w Inspektoracie wywiadu w Częstochowie. Była zawsze gotowa do podjęcia działań, które wykonywała z największym poświęceniem.

JANINA KONASIEWICZ „Jaśka”. Prowadziła lokal kontaktowy przy ul. Słowackiego w Kielcach do użytku sztabu wywiadu Okręgu 1942 r., a potem mieszkanie jej stało się oazą dla konwojentów pociągów nadchodzących z terenu Rzeszy. Utrzymywała kontakty z zakładami „Społem” oraz zabezpieczała kwatery dla wywiadowców z terenu.

WERA KRAJEWSKA „Lady”, „Asia”. Właścicielka gabinetu kosmetycznego przy ul. Sienkiewicza 43, zaangażowana od jesieni 1939 r. w działalność konspiracyjną.  W 1940 r. korzystaliśmy z jej lokalu i mieszkania jako kwatery do spotkań „Bartka” z komendantami Obwodów i z komendantem Okręgu Kielecko-Radomskiego ZWZ i AK. Gabinet kosmetyczny był w latach następnych wykorzystywany do kontaktu ze skoczkami spadochronowymi. U jednego z poległych skoczków znaleziono jej adres, co spowodowało aresztowanie 30 sierpnia 1943 r. W czasie przesłuchań była nieludzko torturowana, ale zachowała nieugiętą postawę. Nie wydobyto z niej żadnej informacji. Wywieziona do Oświęcimia w ciężkim stanie, tam zakończyła swoje bohaterskie życie.

Eugenia Laszczyk „Żenia”, zdjęcie przedwojenne

Eugenia Laszczyk „Żenia”, zdjęcie przedwojenne

EUGENIA LASZCZYK „Żenia” za sprawą „Pnieni” pracowała w wywiadzie od lipca 1940 r. jako maszynistka. W październiku 1941 r. „Wil” przeniósł pracownię do jej domu przy ul. Bandurskiego 32 (Świerczewskiego) mianując ją kierowniczką kancelarii służb wywiadowczych Okręgu kieleckiego. Dom „Żeni” stał się jednym z najbardziej czynnych lokali, punktem kontaktowym, meliną, skrzynką i kancelarią do końca wojny. Matka Julia i dwie siostry „Żeni” – Helena i Róża pomagały, jak mogły.Róża wyspecjalizowała się (była malarką) w umiejętnym rozklejaniu dokumentów pocztowych „Geheime Feldpost” (tajne okólniki poczty polowej), a Helena czynna była w tajnym nauczaniu.

MARIA KUBACKA „Babcia” mieszkała przy ul. Wesołej 42. Dzielna i ofiarna konspiratorka, od 1943 r. prowadziła rozdział prasy konspiracyjnej dla wywiadu, a od stycznia 1944 r. opiekowała się powielaczem kieleckiej prasy AK – „Prawda Polska”, którą redagował Józef Andrzej Gierowski „Mamut”. Jej opanowanie i wiara w zwycięstwo udzielało się otoczeniu, które korzystało z jej lokalu. Była niezbędną w każdej sytuacji, również w osobistym życiu codziennym osób zaangażowanych w działalność wywiadowczą.

HELENA PAWŁOWSKA „Halszka” od roku 1941 w swojej pracowni krawieckiej przy ul. Wesołej 39 prowadziła skrzynkę wywiadu. Szyła i reperowała bieliznę partyzantów. W połowie 1944 r. siostry Nazaretanki zawiadomiły „Pnienię”, że ewakuujący się żołnierze Wehrmachtu pozostawili w szkole wiele bel czerwonego materiału przeznaczonego na flagi hitlerowskie. Dziewczęta z WSK przeniosły te bele z ul. Słowackiego do pracowni „Halszki”, gdzie rozpoczęto produkcję kalesonów dla partyzanckiego wojska. Wzbudzały one swoim kolorem sensację i stały się wkrótce sławne w oddziałach partyzanckich „Jodły”. „Halszka” współpracowała ściśle z kapelanem AK, proboszczem w Białogonie, ks. Mieczysławem Połoską „Siejbą”. Po aresztowaniu szefa Sumary „Wila” Pawłowska kontynuowała pracę w wywiadzie z kolejnymi jego następcami do stycznia 1945 r. Była rodzoną siostrą ks. profesora Józefa Pawłowskiego, zamordowanego w Dachau 9 stycznia 1942 r.

Helena Olesiowa „Hela”, zdjęcie z lat 30. Do AK należała również trójka jej starszych dzieci. Najmłodszy syn był w Szarych Szeregach

Helena Olesiowa „Hela”, zdjęcie z lat 30. Do AK należała również trójka jej starszych dzieci. Najmłodszy syn był w Szarych Szeregach

HELENA  OLESIOWA „Hela” , żona artysty malarza. Podczas okupacji była kierowniczką magazynów szpitala św. Aleksandra. W tych przepastnych magazynach „Pnienia” zorganizowała skrzynkę i punkt kontaktowy szefa wywiadu „Wila”. Punkt ten zapewniał doskonałe bezpieczeństwo, ponieważ istniały dwa wejścia do gmachu. Olesiowa dobrze znała język niemiecki i była źródłem różnych wiadomości przemysłowo-gospodarczych. W czasie łapanek jej magazyny dawały schronienie młodym akowcom. Od roku 1943 magazyny stały się zapleczem dla zaopatrzenia oddziałów partyzanckich, przede wszystkim w żywność. Pomimo że punkt należał do wyjątkowo ruchliwych, „Hela” była zawsze pogodna i gotowa do wszelkiej pomocy. Jej skrzynka przetrwała do połowy stycznia 1945 r.

LOTA WAWRZYKOWA „Lowa”, urodzona Niemka, była żoną ukrywającego się poza Kielcami przemysłowca; nienawidziła Hitlera. Została zaprzysiężona do pracy w wywiadzie przez „Wila” w 1941 r. Tłumaczyła „Feldposty” (listy poczty polowej) i „Geheimy” (tajne pisma urzędowe) dostarczane jej do mieszkania naprzeciw cukierni na rogu ulic Małej i Sienkiewicza. Sama zwróciła się do „Pnieni”, że pragnie pracować w konspiracji antyhitlerowskiej. Po wojnie przeniosła się do USA.

ALINA WOLNIAKOWA „Jadwiga” była urzędniczką w „Społem” w Kielcach, gdzie prowadziła wywiad gospodarczy. W jej mieszkaniu przeznaczonym na skrzynkę prasową odbywał się nasłuch radiowy i opracowywano meldunki wojskowe. Jej córka Danuta była sekretarką i maszynistką redaktora „Prawdy Polskiej”, Józefa Gierowskiego „Mamuta”.

MARIA KRAUSS-TYMENKO, dentystka zamieszkała przy ul. Czerwonego Krzyża. W roku 1940 podjęła się ochotniczo bezinteresownego leczenia ludzi w więzieniu kieleckim. Tym sposobem ułatwiła zorganizowanie kontaktów z więźniami przez przenoszenie w obydwie strony „grypsów” z niezwykle istotnymi informacjami, które wielu osobom uratowały życie.

MARIA KLAMŻYŃSKA „Maria” była siostrą PCK od okresu I Wojny Światowej. Niezawodna ostoja dla „spalonych” i zagrożonych konspiratorów AK oraz rannych i chorych partyzantów. Posiadała ogromne doświadczenie szpitalne i umiała je wykorzystać dla ochrony żołnierzy AK. Zbierała informacje o przywożonych do szpitala na leczenie konfidentach służb policyjnych okupanta, ułatwiała rozpoznanie i rozpracowanie metod antypolskiej działalności.

IRENA GAWENDOWA „Kalina”, łączniczka. Pochodziła ze Śląska i władała biegle językiem niemieckim, była więc wyznaczana do zadań specjalnych, np. do ułatwiania dojść do różnych instytucji hitlerowskich, m.in. do „Arbeitsamtu”, gdzie uważano ją za rodowitą Niemkę. Oddała duże usługi przy wyciąganiu ludzi z łapanek na przymusowe wyjazdy do pracy w Rzeszy. Przewoziła z dużym powodzeniem akowców do baz i oddziałów partyzanckich, głównie do „Gryfa” w Kołomani. Zawsze potrafiła wytłumaczyć swoją rolę w przypadku legitymowania przez patrole policyjne.

MARIA WOJCIECHOWSKA-WIŚNICKA „Czołg” została skierowana do pracy w wywiadzie z Szarych Szeregów. Dyskretna, odważna i zaradna. Jako łączniczka wyjeżdżała rowerem do skrzynki w Słowiku pod Kielcami prowadzonej przez Annę Rudnicką „Hankę”, do Białogonu na punkt kontaktowy u „Siejby” księdza Mieczysława Połoski i do tartaku w Zagnańsku, a czasem do Chmielnika na punkt kontaktowy u Jerzego Gordona „Orkana”, u którego skrzynkę prowadziła jego żona Aleksandra „Signorina”.

IRENA ROSTAFIŃSKA „Janina”, emerytowana nauczycielka. Była łączniczką wywiadu Obwodu kieleckiego. Do jej zadań należało przewożenie dekadowych sprawozdań i raportów do II Oddziału w Radomiu. Inteligentna i opanowana, cieszyła się, że może pełnić jeszcze służbę dla Ojczyzny. Często powtarzała, że lepiej aby ją spotkało coś złego, aniżeli jakąś młodą dziewczynę, przed którą jest jeszcze otwarta przyszłość. Gdy wręczałem jej truciznę, nie wzięła jej oświadczając: „Wystarczy przecież tknąć mnie lekko, abym zginęła na miejscu”. Lekarze: dr WITOLD TYLUSIŃSKI i dr KAMIŃSKI z oddziału zakaźnego szpitala kieleckiego sami zobowiązali się do dostarczania zaświadczeń urzędowych o przebytym tyfusie dla zagrożonych żołnierzy konspiracji AK i kobiet łączniczek. Zaświadczenia takie chroniły ich w terenie i uważane były za „bardzo mocne”, ponieważ służby niemieckie panicznie obawiały się zarażenia tyfusem.

MAŁGORZATA BŁAWAT „Lis”, „Bławatek”, żona Józefa Bławata, od 1940 r. łączniczka w komórce wywiadu pocztowego w urzędach „Deutsche Post Osten”. Prowadziła działalność niezwykle ryzykowną, a przy tym bardzo pożyteczną, polegającą na „wypożyczaniu” w zręczny sposób określonej korespondencji w celu jej przeanalizowania, a następnie zwrócenia do codziennego obiegu. Chodziło o przechwytywanie korespondencji wojskowej do urzędów i korespondencji policyjnej, a w tym donosów, które oczywiście do obiegu pocztowego nie wracały.

ANNA KUŚMIERSKA „Ewa” – odważna łączniczka, zawsze zdecydowana do wykonania trudnego zadania. Przewoziła pilną i ważną pocztę wywiadowczą do centrali II Oddziału w Warszawie. Utrzymywała kontakt (w roku 1944) domu Walerii Jaruzelskiej przy ul. Słowackiego z radiostacją polową oficerów sowieckich „Anatola” i „Mariana” oraz z komendantem Okręgu Zygmuntem Szewczykiem „Bartkiem”. W okresie przegrupowań formacji niemieckich na przedpolu przyczółka baranowskiego działała w charakterze wywiadowczyni w wioskach i przysiółkach Obwodu sandomierskiego. Sprytnie i pomysłowo wymykała się z pułapek zastawianych przez wojskowe służby wywiadowcze Wehrmachtu i policji niemieckiej.

RÓŻA SZAFRANIEC „Żór” należała do najbliższych współpracowników „Pnieni”. Zaangażowana w sieci łączności wewnętrznej i alarmowej. W przypadku ważniejszych zdarzeń wojskowych występowała jako obserwatorka, której powierzano analizę tych wydarzeń.

WŁADYSŁAWA KOTLARCZYK „Włada” i ANNA STANEK „Hanka” prowadziły zapasową kancelarię przy ul. Małej, gdzie przepisywano meldunki. W jednym z domów przy ul. Wesołej odbierały fałszywe kennkarty i inne dokumenty, które następnie rozdzielały na punkty odbiorcze.

BEATRIA KIRKÓW „Bea”, siostra przełożona Zgromadzenia Rodziny z Nazaretu przy ul. Słowackiego 5 w Kielcach. Na zapleczu Zgromadzenia odbywały się szczególnie ważne spotkania organizacyjne, a w skrytkach siostry przechowywały materiały wywiadowcze i broń pod okiem siostry przełożonej. Ja sam z lokalu tego korzystałem w miarę potrzeb. Wszystkie siostry Zgromadzenia miały serdeczny i opiekuńczy stosunek do ludzi podziemia.

JADWIGA DECOWA „Iga”, żona podpułkownika WP w 4 pp Leg. w Kielcach, jeńca Oflagu w Niemczech. Do pracy w wywiadzie została zaprzysiężona przez „Wila” jesienią 1941 r. i skierowana do pracy u Eugenii Laszczyk „Żeni”, kierowniczki biura wywiadu Obwodu kieleckiego z zadaniem utrzymywania łączności ze „Społem”. „Iga” była specjalnie uzdolniona do pracy w wywiadzie. Jako rodowita kielczanka miała szereg powiązań tak potrzebnych w pracy konspiracyjnej. Wyróżniała się szybką orientacją, inteligencją i odwagą. W latach 1943-1945 stała się prawą ręką szefa wywiadu w Obwodzie kieleckim, Władysława Bochniewskiego „Artura”. Oficjalnie pracowała w RGO, tak że załatwiając różne sprawy dla konspiracji na mieście nie zwracała na siebie uwagi. Po pewnym zdekompletowaniu siatki wywiadowczej, wskutek aresztowania „Wila” i jego najbliższych współpracowników, działalność wywiadu w Kielcach dotknął częściowy paraliż. Jego następca „Artur” zdołał jednak przy pomocy „Igi” w krótkim czasie nawiązać dawne kontakty i uruchomić ponownie siatkę w jej poprzednim układzie, a więc w biurze meldunkowym Magistratu, na poczcie, na dworcu kolejowym i w laboratoriach fotograficznych w celu kopiowania dokumentów wojskowych i urzędowych. Nader ważny i potrzebny był nowy kontakt nawiązany przez „Igę” ze Ślązaczką władającą perfekt niemieckim, Ireną Gawendową „Kaliną”, która posiadała wiele powiązań z Arbeitsamtem. Dzięki jej interwencjom wiele osób uniknęło wywiezienia na roboty do Niemiec. Udawało się jej również zwalniać zatrzymanych w łapankach AK-owców. (…) „Kalina” załatwiała z lekarzami niemieckimi zwolnienia i dostarczała wszelkie „lewe” zaświadczenia zabezpieczające od łapanek osoby pracujące w wywiadzie. W związku ze zbliżającym się frontem zaszła potrzeba wzmożenia działalności wywiadu w rejonach nad Wisłą. W maju 1944 r. szef II Oddziału „Bartek” zlecił „Idze” zorganizowanie kursu pod kryptonimem „Jaskółki”. Kurs miał przygotować instruktorki do zadań rozpoznawczych w pasie przyfrontowym. Zlokalizowano go w leśniczówce koło Kołomani na tzw. Światełku. Miał się rozpocząć 13 września. Niespodziewanie pojawiły się wokół Kielc grupy Kałmuków, mimo to terminu nie odwołano. (…) Uczestniczki kursu wkrótce natknęły się na Kałmuków i zostały zatrzymane jako „partyzanckie szpiony”. (…) Sytuacja stała się tragiczna, ale na szczęście „Idze” udało się wezwać jakiegoś majora Rosjanina i przekonać go, aby nakazał dziewczęta wypuścić wolno. Major polecił dziewczętom uciekać, klucząc między pasącymi się końmi, a sam rozprawił się nahajką ze swoimi żołnierzami. „Igę” odznaczono potem Krzyżem Walecznych.

MARIA MICHALCZYK „Wyrwicz” kierowała przez cała okupację placówką wywiadowczą „Dolno” w Daleszycach k. Kielc. Pracowała inteligentnie i umiejętnie, szczególnie w 1944 r., gdy cała Kielecczyzna została nasycona gęsto niemieckimi formacjami wojskowymi. „Wyrwicz” rozpracowywała bezbłędnie położenie i ruchy tych wojsk, sygnalizując o tym we właściwym czasie. Pomagała jej spostrzegawczość i współpraca z kierowniczką urzędu pocztowego w Daleszycach, Marią Machowską „Turek”, która mogła podsłuchiwać rozmowy telefoniczne i sprawdzać korespondencję urzędową. Podobne informacje otrzymywała od urzędniczki gminy, Marii Cedro-Fabiańskiej „Skiby”. Praca tej trójki wywiadowczej była uwieńczona szeregiem sukcesów. Sygnalizowały w porę bazującym w pobliskich lasach oddziałom partyzanckim zaplanowane przez okupanta obławy, ostrzegały w porę zagrożonych aresztowaniem, ukrywały „spalonych” lub przerzucały ich do lasu. Członkowie rodziny „Wyrwicz” poświęcili się bez reszty walce z okupantem. W ich domach działał nasłuch radiowy i przechowywano broń. Mówili, że nie jest to bohaterstwo, ale zwykły obowiązek wobec Ojczyzny.

Spośród najbardziej czynnych wywiadowców kieleckich na różnych stanowiskach należałoby wymienić jeszcze wielu innych.

KAZIMIERZ PYZIK „Niezłomny” – harcmistrz ZHP, żołnierz 4 pp Leg. AK w Kielcach, nauczyciel zawodowy, prowadził tajne nauczanie na poziomie gimnazjum w Sukowie pod Kielcami, a także szkolenie młodzieży harcerskiej z Szarych Szeregów. Jednocześnie pełnił funkcję kierownika służby wywiadowczej AK w podobwodzie Kielce, oznaczonym kryptonimem „FO-Sowa”. Wiadomości przekazywał do wskazanych skrzynek w Kielcach, np. w umówionym miejscu w kościele katedralnym, w kruchcie kościoła św. Trójcy lub w cieplarni ogrodnika Gierowskiego przy ul. Żeromskiego. W 1944 r. oddał szczególnie cenne usługi w rozpoznaniu sił hitlerowskich w pasie przyfrontowym, naprzeciw przyczółka baranowskiego. (…)

JÓZEF WÓJCIK „Soplica”, „Otrąbski” – młody mieszkaniec wsi Cisów. Jego ruchliwemu charakterowi bardzo odpowiadała praca w wywiadzie wojskowym. Latem 1944 r. szybko udało mu się zlokalizować stanowiska artylerii przeciwlotniczej i ciężkiej, punkty umocnień terenowych, bunkry, składy amunicji i paliw pędnych. Jego największym osiągnięciem było odrysowanie stanowisk 16 Dywizji Pancernej z dokumentu oficera sztabowego tej dywizji, leutnanta Bernarda, który przez pewien czas przebywał na kwaterze w domu Wójcików. Wiadomości przekazywał do placówki „Dolno” w Daleszycach. MIECZYSŁAW ZUBER „Ostoja” – dyżurny ruchu na stacji kolejowej Sandomierz. Był wychowankiem sandomierskiego gimnazjum humanistycznego. Od 1940 r. czynny członek ZWZ, a później AK. Z inicjatywy kierownika wywiadu na Obwód sandomierski, por. Leona Torlińskiego została powołana placówka kolejowa, której szefem został „Ostoja”. W jej skład wchodziło kilkunastu kolejarzy, którzy pracując na trzy zmiany mogli zarejestrować wszystkie transporty i szczegółowo je opisać. Do ich meldunków dołączono wykazy listów przewozowych z numerami transportów i nazwami stacji wyjazdowej i docelowej. W późniejszym okresie Niemcy w obawie przed wywiadem AK przestali wymieniać nazwy stacji docelowych. Materiały od kolejarzy płynęły codziennie do Leona Torlińskiego „Kreta”. Nie obeszło się bez ofiar. W 1943 r. nastąpiła częściowa dekonspiracja placówki, spowodowana przez osoby z zewnątrz. Zostali wówczas aresztowani – dyżurny ruchu Stanisław Sempruch i strażnik kolejowy Marszałowicz. Podczas okrutnego śledztwa nikogo nie wydali. Rozstrzelano ich w Rzeszowie, ale dalszych aresztowań nie było, placówka nie miała przerw w pracy. (…)

Komórki sieci kolejowej i pocztowej należały do najcenniejszych źródeł informacji. Organizował je Wilhelm Sumara „Wil”, szef II referatu w Obwodzie kieleckim. W tych akcjach wyróżniali się inicjatywą, systematycznością i odwagą kielczanie: Tadeusz Pietrzak „Masłowski”, Zygmunt Słoń „Zygmunt”, Helena Zdenkowska kasjerka na dworcu kolejowym w Kielcach i duży zespół pracowników, szczególnie maszynistów tego węzła i Herbów Kieleckich – na czele z zawiadowcą tej stacji i maszynistą „panem Kaziem”. Punktem kontaktowym dla kolejarzy była kasa dworcowa u wspomnianej Heleny Zdenkowskiej oraz przychodnia PCK przy ul. Żelaznej, którą kierował dr med. Stanisław Bawor „Doktor”.

Do cennych informacji zaliczaliśmy meldunki z komórki wywiadu w urzędzie pocztowym „Deutsche Post Osten”, zorganizowanej także przez „Wila”, któremu pomagali w tym Tadeusz Pietrzak, Zygmunt Słoń i listonosz Józef Domagała „Mściciel”. Kierownikiem tej placówki był pracownik poczty Józef Bławat „Mróz”. Jego praca odbywała się w warunkach bardzo nerwowych i wyczerpujących. 19 marca 1944 r. zagrożony aresztowaniem w porę został ostrzeżony, tak że zdążył ukryć się w pobliskim Piekoszowie, w „bazie” dr. chirurga Jana Bilewskiego „Marka”, wysiedlonego z Krotoszyna. W tej działalności pocztowej o kryptonimie „Lis” ofiarnie zaangażowane były: Zofia Latałło „Zonka” studentka romanistyki, Kazimiera Klubecka „Kama” telefonistka i Małgorzata Bławat „Bławatek”, które zajmowały się tłumaczeniem listów niemieckich na język polski. Z tego źródła, tj. z korespondencji niemieckiej, czerpano informacje o siłach okupanta, nastrojach ludności cywilnej i żołnierzy Wehrmachtu. Tu wyłapywano „Geheimy”, czyli tajne zarządzenia cywilno-wojskowe i donosy. (…)

Wykrycie Planu Afrika-Korps (fragmenty)

(…) Późną jesienią 1940 r. jeden z naszych wywiadowców, dr med. Witold Tylusiński, lekarz oddziału zakaźnego w szpitalu kieleckim, zasygnalizował „Pnieni” wiadomość, że on i inny lekarz, dr Kamiński zostali powołani przez niemiecką służbę medycyny wojskowej do przeprowadzenia szczepień ochronnych żołnierzy Wehrmachtu przeciw chorobom tropikalnym. Ustalono gromadzenie w szpitalu kieleckim zapasów szczepionek tego rodzaju. Od czasu do czasu przyjeżdżały do szpitala grupy żołnierzy niemieckich w celu szczepienia.

W tym czasie por. Mieczysław Drewicz „Urban” z II referatu Obwodu kieleckiego donosił, że w okolicach Kielc, Włoszczowy i Szydłowca rozpoczęły się ćwiczenia wojskowe i przemalowywanie czołgów, samochodów pancernych i transporterów na kolor pustynny. Wiadomości na ten temat przekazano niezwłocznie do Komendy w stolicy, a stamtąd do Londynu, który wyraził najwyższe zainteresowanie nadesłanymi informacjami. Wkrótce wywiad kolejowy ustalił, że rozpoczął się ruch transportów wojskowych z rejonów kieleckich w kierunku za chodnim. Z rozmów z kolejarzami pochodzącymi ze Śląska dowiedziano się, że stacją docelową dla tych transportów jest Genua. Dla potwierdzenia tych wiadomości polecono por. Drewiczowi, aby sprawdził je w ramach fikcyjnej obsługi konduktorskiej. Po pewnym czasie Drewicz zameldował, że transporty zdążały istotnie do Genui, a stamtąd kierowane były drogą morską na Sycylię. (…) W Komendzie Głównej AK w Warszawie płk Drabik „Dzięcioł” i płk Franciszek Nowak uznali ten meldunek za wyjątkowo ważny. Wkrótce więc ustalenia wywiadu kieleckiego znalazły się w rękach specjalistów w Londynie. Obserwacja naszych ludzi wykazała pojawienie się na terenie Kielecczyzny tajnych agentów wywiadu Intelligence Service. Tak więc dzięki wykryciu przez nas przygotowań organizacyjnych do „Afrika-Korps” sprawa nie była już dla sojusznika brytyjskiego zaskoczeniem, zarówno co do czasu, jak i miejsca inwazji niemieckiej w Afryce.

Pod Bokiem Paula Fuchsa (fragmenty)

(…) W sytuacji, kiedy dało się odczuć szczególne nasilenie aktywności szpicli, dla zabezpieczenia pracy sztabu Okręgu Radomsko-Kieleckiego i zapobieżenia dekonspiracji kierownictwa komendant Okręgu płk Stanisław Dworzak „Daniel” zdecydował o rozczłonkowaniu Komendy według dowolnego wyboru miejsca postoju. Po naradzie „Bartka” ze mną postanowiliśmy przenieść miejsce działalności II Oddziału z Kielc do Radomia. Decyzja była dość ryzykowna, ponieważ należało się liczyć z codziennym spotykaniem „oko w oko” z funkcjonariuszami policyjnymi dystryktu Radom. Był to czynnik utrudniający poruszanie się, jak i samą pracę w tym mieście. Natomiast lepsze stały się warunki do zasięgania języka wywiadowczego w środowisku niemieckim i penetrowania każdej dziedziny władzy okupanta.

Zainstalowanie się w nowym środowisku byłoby utrudnione, gdyby nie pomoc domu JANINY JAKÓBCOWEJ, która już od roku 1940 była zaangażowana w pracy wywiadowczej SZP w Radomiu. Kontakt z nią nastąpił na podstawie ustalonego hasła, w styczniu 1941 r. Od tego momentu rozpoczął się okres działalności wywiadu Okręgu kieleckiego na terenie Radomia.

Janina Jakóbiec była żoną kapitana 72 pp im. Dionizego Czachowskiego i już przed wojną działaczką społeczną jako przewodnicząca garnizonowej organizacji Rodziny Wojskowej. Należała do tych ofiarnych matek, które w zastępstwie mężów pozostających w niewoli niemieckiej musiały same zająć się wychowaniem dzieci, a jednocześnie patriotyzm nakazywał im włączyć się w szeregi ruchu oporu. Cała rodzina Janiny Jakóbiec „Stachy”, razem z jej córką Anną i synami małoletnimi Janem i Wiesławem stanęła do walki w szeregach ZWZ i Armii Krajowej. Dom tej rodziny przy ul. Żeromskiego 17 w Radomiu stał się pracownią sztabu II Oddziału Okręgu. Miał on tam idealne warunki do pracy konspiracyjnej, gdyż dom mieścił się przy ulicy ruchliwej, biegnącej w centrum miasta i posiadał dwa wejścia  od frontu przez sklep z porcelaną i drugie od podwórza. Na tym radomskim etapie naszej pracy kontynuowaliśmy ją w następującym składzie:

  • szef wywiadu Okręgu Zygmunt Szewczyk „Bartek”
  • z-ca szefa i kierownik wywiadu ofensywnego Mieczysław Bielenin „Ramzes” „Waldemar”
  • szef kancelarii, szyfrantka, maszynistka Janina Jakóbiec „Helenka”
  • kierownik pracowni fot.-laboratoryjnej Jan Jakóbiec „Janosik”
  • łącznik i ochrona lokalu Wiesław Jakóbiec „Juhas” (16-letni harcerz)
  • gospodyni pracowni i łączniczka do spec. zadań Janina Jakóbiec „Stacha”

W tym właśnie miejscu należałoby podkreślić, że cała ta rodzina narażając życie we własnym mieszkaniu i służąc „Sprawie” zasłużyła na zaszczytne, wysokie uznanie. Janina Jakóbiec jako gospodyni pracowni i lokalu kontaktowego wyróżniała się odwagą i umiejętnością rzeczowego rozeznania sytuacji. W skrytce pod oknem wystawowym przechowywała materiały wywiadowcze i broń. Za zasługi odznaczona została Krzyżem Walecznych ANNA JAKÓBIEC szyfrowała meldunki szczególnej wagi i przepisywała je na maszynie na bibule japońskiej. Zawsze uśmiechnięta i spokojna, wypełniała swoje obowiązki ofiarnie i chętnie, najczęściej do późna w nocy.

JAN i WIESŁAW JAKÓBCOWIE, bracia, wierni przysiędze, w roku 1944 poszli do partyzantki – 72 pp AK i uczestniczyli w koncentracji Korpusu „Jodła” w marszu na odsiecz walczącej Warszawie.

Do składu sztabu II Oddziału należały łączniczki:

  • Krystyna Terlecka „Kasia”
  • Maria Terlecka „Włada”
  • Zofia Bukowska „Hanina”
  • … Torlińska „Wika”
  • Anna Kuśmierska-Polakowska „Ewa” (1941 – 1943 r.)

Skrzynki kontaktowe:

  • Janina Białowąs i mąż, Kielce, sklep spożywczy przy ul. 1 Maja (mąż aresztowany i stracony na Majdanku w 1942 r.)
  • Maria Bukowska „Maria”, Radom
  • Natalia Petlewicz „Celestyna”
  • „Kazimiera”, Radom ul. Młynarska 10
  • Zofia Bochniewska „Nina”, Kielce, sklep galanteryjny przy ul. Żeromskiego
  • Aniela Grelowa, Kielce, księgarnia przy ul. Żeromskiego
  • Stefania Gierowska „Pnienia”, Kielce
  • Maria Kubacka „Maria”, Kielce
  • Helena Golawowa „Hela”, Częstochowa

Wywiadowcy do specjalnych zadań:

  • mgr Józef Łukaszczyk „Jóźwiński”, Radom
  • prof. Zbigniew Kawecki „Profesor”, Radom
  • chor. Stefan Migas „Zawisza”, Radom
  • inż. Artur Franke „Artur”, Częstochowa (zmarł na kole podbiegunowym)
  • Stanisław Piekarski „Ponesta”, Częstochowa

Pod koniec 1941 r. została zorganizowana komórka kontrwywiadowcza w celu ochrony przed wzmożoną działalnością gestapo, które dążyło do rozbicia polskiej konspiracji od wewnątrz przy pomocy wtyczek szpiclowskich. Sprawy kontrwywiadowcze powierzył „Bartek” por. Janowi Górskiemu „Faraonowi”, mianując go drugim swoim zastępcą do spraw wywiadu defensywnego (…)

Ekspozytura wywiadu Radom, kryptonim „Sosna”:

szef – ppor. Jerzy Ewaryst Żetycki „Andrzej” – poległ w starciu zbrojnym z gestapo w Rożkach k.Radomia 19 października 1942 r.
szef – kpt. Adam Wodecki „Witold”, od listopada 1942 do lutego 1944 r.
szef – inż. Józef Teliga „Habdank”, „Równy”, od marca 1944 do 15 stycznia 1945 r.

Łączniczki:

  • Maria Sowiar-Chodnikiewicz „Olga”, „Joanna” aresztowana w listopadzie 1942 r., przebywała w Auschwitz do 15 stycznia 1945 r.
  • Natalia Patlewicz „Celestyna”, „Kazimiera”, Radom ul. Młynarska 10
  • Stefania Dobijówna „Stefa”, aresztowana w listopadzie 1942 r., zmarła rok później w obozie Auschwitz –            Wanda Polakowska „Wanda”, aresztowana w listopadzie 1942 r., zmarła w obozie Rawensbrueck
  • Czesława Polakowska „Czesia”, siostra „Wandy”
  • Józefa Grabosz „Lucyna”, aresztowana w listopadzie 1942 r., zginęła na szubienicy w listopadzie 1942 r.
  • Halina Bretschneider, nauczycielka gimn. i instruktorka ZHP z Szarych Szeregów, aresztowana w listopadzie 1942 r., zginęła na szubienicy w Radomiu w tym samym miesiącu
  • Alfreda Żarnecka „Lucyna”, Cieszyn, ul. Bielska 6
  • ks. pastor Mussel z Cieszyna, ukrywający się w Radomiu (…)

Głęboki Wywiad w Rzeszy (fragmenty)

Radomianka Wanda z Bołdoków v. Doebbeke. Z mężem Niemcem rozwiodła się jeszcze przed wojną. Po wojnie pracowała jako pielęgniarka we Freiburgu nad granicą francuską

Radomianka Wanda z Bołdoków v. Doebbeke. Z mężem Niemcem rozwiodła się jeszcze przed wojną. Po wojnie pracowała jako pielęgniarka we Freiburgu nad granicą francuską

W związku z rozwojem działań wojennych zaszła potrzeba objęcia wywiadem terenów samej III Rzeszy. Toteż przez cały okres od 1941 do 1945 roku w rozmaitych ośrodkach działały „oczy i uszy” naszych wywiadowców, głównie tych, którzy pochodzili z łapanek lub z więzień i których wywieziono na roboty przymusowe do Niemiec. Były również i nasze agentki. Jedną z nich, której informacje uważaliśmy za najbardziej źródłowe, była WANDA VON DOEBBEKE, z domu Bołdok, siostra mjr. rez. WP Józefa Bołdoka, bliskiego współpracownika szefa ekspozytury wywiadowczej w Radomiu, kpt. Ewarysta Żetyckiego „Andrzeja”. Rodzinę Bołdoków spotkał ciężki cios, gdyż za pracę w naszym wywiadzie mjr. Józef Bołdok wraz z bratem Stefanem zostali powieszeni na szubienicy w Radomiu 13 października 1942 r. Obywatelka niemiecka z racji swojego małżeństwa Wanda von Doebbeke to późniejsza agentka wywiadu kieleckiego „X-13” w Berlinie. Tam za jej sprawą powstała komórka wywiadowcza na poczcie głównej, gdzie od 1940 r. kontrolowano listy żołnierzy, jak i inną, co ciekawszą korespondencję wyższych urzędów III Rzeszy. Przez długie lata wojny „X-13” dostarczała interesujące raporty z dziedziny przemysłu wojennego. Obrazowały one trudności gospodarcze Niemiec, zmniejszającą się zdolność produkcyjną fabryk, braki benzyny i paliw, spadek dostaw rudy ze Szwecji, trudną sytuacje w przemyśle węglowym i chemicznym. Były też informacje z dziedziny wojskowej, np. o poborze ludzi z różnych roczników i przebiegu totalnej mobilizacji czy skuteczności nalotów na Berlin.

(…) Znaczące też były działania rozpoznawcze robotników polskich w Niemczech. Londyn odczuwał wartość i siłę pomocy ze strony Polaków, którzy różnymi drogami w różnych miastach niemieckich wykrywali zamaskowane fabryki zbrojeniowe, a informacje o tym przekazywali do kraju. Informacje te, oczywiście zaszyfrowane, wędrowały drogą radiową do Londynu i z reguły były wykorzystywane przez bombowce RAF-u. I chociaż polscy informatorzy przeżywali potem, wraz z Niemcami, piekło bombardowań, to jednak nie rezygnowali z tej wywiadowczej pracy. Dla przykładu podam, że w kwietniu 1943 r. otrzymaliśmy wiadomość od robotnika  zatrudnionego w Lipsku, iż tamtejsza fabryka produkująca czołgi zatrudnia 18 tysięcy ludzi. Poza tym zlokalizował on jeszcze 16 dalszych fabryk zbrojeniowych. Ogólną liczbę robotników zatrudnionych w przemyśle w Lipsku w okolicy oceniono na ok. 120 tysięcy (głównie Polaków, Rumunów, Węgrów i Rosjan). Ten sam nasz agent stwierdził, że do kwietnia 1943 r. zarówno Lipsk, jak i okolice w ogóle nie były bombardowane. Po jakimś czasie sprawdziliśmy, jaki skutek odnoszą nasze informacje. Do przełomu listopada i grudnia 1942 r. RAF zniszczył ok. 60 procent budynków fabrycznych w Lipsku. (…)

Dnia 22 listopada 1942 r. dowiedzieliśmy się, że 16 km od Wilhelmshafen zlokalizowano stocznie i port okrętów podwodnych. Nasz meldunek poszedł tradycyjną drogą. Obiekty te RAF zniszczył niemal całkowicie. (…)

Analiza meldunków II Oddziału Korpusu „Jodła” z okresu bezpośredniej łączności radiowej z Londynem upewnia, że doniesienia naszych agentów z terenów Rzeszy były w pełni wiarygodne. Przyczyniły się one z całą pewnością do szybszego niszczenia środków prowadzenia wojny przez hitlerowskie Niemcy. (…)

Marsz na Warszawę (fragmenty)

(…) Ścierały się dwie zasadnicze koncepcje: pierwsza – zaniechać marszu na Warszawę i przejść do wykonania akcji „Burza”, reprezentowana przez dowódcę Korpusu płk. Jana Zientarskiego „Mieczysława” i szefa II Oddziału, mjr. „Bartka”, a druga – kontynuować marsz na Warszawę, poprzeć działania zaczepne i udzielić pomocy walczącym powstańcom, reprezentowana przez szefa sztabu płk. Wojciecha Borzobohatego „Wojana” i większość oficerów sztabu. W tej sytuacji dowódca Korpusu, nie mając możliwości porozumienia się bezpośrednio drogą radiową z gen. Wł. Komorowskim „Borem”, zwrócił się do Sztabu Polskiego w Londynie, warunkując wykonanie rozkazu gen. „Bora” od otrzymania dodatkowego uzbrojenia drogą zrzutów lotniczych. W odpowiedzi Sztab Polski w Londynie przychylił się do koncepcji pierwszej, reprezentowanej przez dowódcę Korpusu płk. Zientarskiego.

W wyniku takiej decyzji sytuacja stała się niemal dramatyczna. Wielu dowódców i oficerów odmawiało posłuszeństwa i zamierzało na własną rękę maszerować dalej z pomocą stolicy. Zapanował nastrój niezdecydowania tak u dowódców, jak i u żołnierzy w oddziałach partyzanckich. Ostatecznie zapadła decyzja dalszej walki z wrogiem, ale we własnych rejonach koncentracji, a z nastaniem zimy – demobilizacji oddziałów. Nie wszystkie oddziały wykonały te rozkazy.

Mało znane zdjęcie autora wspomnień Mieczysława Bielenina w tankietce typu 7 TP (był porucznikiem kompanii tankietek w 30 Dywizji Piechoty), zrobione na ulicach Łodzi w listopadzie 1938 r.

Mało znane zdjęcie autora wspomnień Mieczysława Bielenina w tankietce typu 7 TP (był porucznikiem kompanii tankietek w 30 Dywizji Piechoty), zrobione na ulicach Łodzi w listopadzie 1938 r.

Wybrał i do druku przygotował

Jerzy Butwiłło

OD REDAKCJI: Mjr Mieczysław Bielenin „Ramzes” był zastępcą Zygmunta Szewczyka „Bartka” do spraw wywiadu ofensywnego, bardzo przez niego cenionym. Jego wspomnienia zachowały się tylko w formie obszernego maszynopisu, przechowywanego przez rodzinę i powielonego w trzech egzemplarzach. Jeden udostępnił nam syn autora – inż. arch. Wojciech Bielenin, zamieszkały w Warszawie.

„Ramzes” – przedwojenny porucznik broni pancernej (jego życiorys drukowaliśmy  w Nr. 26 „Zeszytów Kombatanckich” z grudnia 1999 r.) został przed wojną również przeszkolony w wojskowych służbach wywiadowczych. Podczas walk w 1939 roku dostał się do sowieckiej niewoli, ale szczęśliwie udało mu się z niej uciec. Wcześnie wstąpił do konspiracji. Skierowany przez SZP (Służbę Zwyciąstwu Polski)  w Warszawie do Kielc, objął już z początkiem 1940 r. funkcję pierwszego zastępcy szefa II Oddziału Okręgu Radomsko-Kieleckiego. Po wojnie – zaledwie tolerowany przez władzę ludową i często przesłuchiwany – musiał zadowolić się pracą urzędnika w PKS w Bielsku-Białej.

Z jego wspomnień wybraliśmy do druku fragmenty niektórych rozdziałów, przede wszystkim te, które poświęcił szeregowym bohaterom antyhitlerowskiej konspiracji, współpracownikom wywiadu Akowskiego, m.in. członkiniom Wojskowej Służby Kobiet.

 

Dla pamięci dziejów wojennych ojca w ruchu oporu antyhitlerowskiego przekazuję to opracowanie swoim synom – Jacusiowi i Wojtusiowi. Rok 1975

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *