Trudna decyzja – Gen. Jan Zientarski „Ein”, „Mieczysław”

Gen. Jan Zientarski Ein, Mieczysław, Zeszyt 32

Armia Krajowa Burz Jodła

 

 

 

 

 

 

 

Gen. Jan Zientarski

W Komendzie Okręgu AK – Kielce, w związku z otrzymaniem depeszy w sierpniu 1944 r. Komendy Głównej AK, w której nakazano koncentrację i marsz na pomoc walczącej Warszawie, podjęliśmy odpowiednie decyzje. Wszystkie zarządzenia wynikające z tej decyzji zostały ujęte w specjalnym rozkazie, a szczególnie rozpracowano zadania przeprowadzenie rozpoznania dla 72 pp.

 

 

A.    Zarządzenie wstępne, podjęte w Komendzie Okręgu AK – Kielce.

  1. Akcję do marszu na pomoc Warszawie nazwaliśmy kryptonimem „Zemsta”.
  2. Natychmiastowa mobilizacja uzbrojonych żołnierzy i oddziałów w wyznaczonych  rejonach koncentracji. Koncentracja główna Okręgu została ustalona w lasach powiatu Koneckiego, na północ od linii kolejowej Skarżysko-Koluszki.
    Dla 72 pp z Radomia rejon koncentracji został wyznaczony w okolicy Przysucha, bliżej Pilicy
  3. Zadania dla 72 pp: Konspiracyjne rozpoznanie przepraw przez rz. Pilicę między Nowym Miastem a Białobrzegami. Nawiązanie łączności z Obwodem AK – Grójec. Rozpoznanie zgrupowań npla na wschód od szosy Radom-Warszawa.
  4. Oddziały mają osiągnąć rejony koncentracji w dniu 19.VIII. 1944 r. o godz. 6.00 rano.
  5. Komenda Okręgu AK Kielce w depeszy z dnia 17.VIII.1944 r. prosiła o powiadomienie, jak są rozlokowane siły npla w rejonie między rz. Pilicą a Warszawą i w rejonie samej Warszawy oraz podanie obiektów do uderzenia dla zgrupowania Okręgu AK Kielce. Prosiliśmy, aby termin otrzymania przez nas tych wiadomości nie był późniejszy niż w dniu 23.VIII.1944 r.
  6. Nadaliśmy również depeszę do Bazy w południowych Włoszech o zrzuty ciężkiej broni p. panc. i p. lotniczej.
  7. Rozpoczęliśmy też rozmowy z dowództwem Dywizji wojsk węgierskich o odstąpienie nam dział p. pancernych oraz uzgodnienie wzajemnych stosunków oddziałów węgierskich i polskich. Uzgodniono, że oddziały miały przechodzić obok siebie z kolbami do góry. Niemcy jednak szybko zorientowali się, że Polacy porozumiewają się z Węgrami. Jeszcze przed zakończeniem naszych rozmów z Węgrami, Dywizja ta została przeniesiona na inny teren.

B.    Położenie wojskowe Warszawy w końcu lipca 1944 r. 25 lipca 1944 r. Komendant Okręgu i Szef Sztabu byli na ten dzień wezwani do Komendy Głównej AK w Warszawie. Na odprawie zdecydowano, że wybuch powstania w Warszawie nastąpi wtedy, gdy front niemiecko-sowiecki znajdzie się niedaleko na wschód od Pragi. Na odprawie również zaakceptowano nasze dyspozycje reorganizacyjne dotyczące przygotowania oddziałów AK do wykonania wszystkich zadań, jakie wojsko otrzymuje na wojnie. Jeszcze w toku trwania odprawy otrzymaliśmy w dniu 28.VII.1944 r. rozkaz wyjazdu na teren swojego Okręgu, ze względu na możliwość wybuchu powstania niemal każdego dnia.
Będąc w Warszawie doszliśmy do przekonania, że największy chaos ewakuacyjny występował w dniu 24 lipca 1944 r. nie tylko urzędów, ale i wojska niemieckiego. W dniu naszego wyjazdu ten ruch jeszcze trwał, jednak spotkaliśmy już oddziały idące na wschód za Wisłę. Wybuch powstania trzeba więc dziś uznać za spóźniony, bo trafił na moment, kiedy Niemcy byli już gotowi zarówno do przyjęcia uderzenia polskiego w samej Warszawie, jak i do natarcia rosyjskiego na Wiśle.

C.    Postawa dowództwa sowieckiego. Przed moim wyjazdem z Kielc na koncentrację przybył z Płud pod Warszawą Ukrainiec, inż. Bułenko, były prezydent Kijowa, a w czasie wojny kierujący przedsiębiorstwem prowadzącym roboty kolejowe w rejonie Zagnańska. Komendant Okręgu w tym przedsiębiorstwie miał swoje alibi na pobyt w woj. kieleckim. Inż. Bułenko wyjeżdżając z Płud znał ogólną sytuację na obszarze prawobrzeżnym Warszawy, ponieważ w jego willi kwaterował sowiecki generał, dowódca dywizji, który po przybyciu do Płud w pierwszych dniach sierpnia określił wówczas swoje zadanie, że idzie na odsiecz Warszawie. Natomiast, gdy inż. Bułenko wyjeżdżał w połowie sierpnia z Płud, tenże sam generał powiedział, że nie będą Polakom pomagać – „Niech Polacy biją się sami”. Była to dla mnie bardzo zła wiadomość, świadcząca, że Polacy zostaną pozostawieni w Warszawie sami sobie. Nastąpiło więc jeszcze jedno ciche porozumienie między Niemcami a Rosjanami, jak to już wielokrotnie się stało w historii, a ostatnio w 1939 roku.

D.    Położenie AK na przełomie 1943-1944 r. Do roku 1944 obowiązywał AK plan ogólnego powstania, które miało wykonać wojsko przygotowane w konspiracji, zorganizowane głównie w plutony, z których tworzono zgrupowania, złożone z kilku lub więcej plutonów pod jednym dowództwem. Innymi słowy, wojsko było przygotowane na jeden fragment operacyjny z konkretnym zadaniem opanowania terenu. Z końcem 1943 r. dyskutowano, a na początku 1944 r. na skutek zbliżającego się frontu wschodniego do granic naszego państwa przyjęto nowy plan operacyjny, którego istotą była pomoc dla armii sowieckiej, aby na ziemiach polskich walki trwały jak najkrócej. Poza tym miała być demonstracja, że na ziemiach polskich istnieje państwo, które do zrealizowania swoich celów posiada również własną siłę wojskową. Sytuacja była więc tego rodzaju, że stary plan jeszcze obowiązywał, a nad nowym pracowano. Jeżeli chodzi o organizacje sił do wykonania nowego planu, to intencje były te same jak w starym planie, również zadania w nowym planie miało się realizować grupami plutonów. Tak zorganizowane wojsko mogło walczyć tylko w okolicy swoich miejsc zamieszkania. Plan ten nazwano kryptonimem „Burza”. 1 sierpnia 1944 r. akcja „Burza” przerodziła się w Warszawie w powstanie ogólnonarodowe, bo uświadomiono sobie, że zdobycie stolicy i utrzymanie jej do wejścia sił rosyjskich stworzyłoby dla nas bardzo korzystną sytuację polityczną, zwłaszcza gdyby jeszcze na teren Warszawy dałoby się przerzucić polskie władze państwowe z Londynu. Nasz sąsiad ze wschodu stanąłby wobec bardzo trudnego zagadnienia politycznego. Nasze przygotowania wojskowe w Warszawie miały więc jako cel zdobycie stolicy i utrzymanie jej do przyjścia wojsk sowieckich. Niestety, pomoc z zewnątrz dla walczącej stolicy nie była opracowana operacyjnie i organizacyjnie, nie była przygotowana także pod względem materiałowym. Wobec powyższego marsz na pomoc Warszawie musiał być z natury rzeczy improwizacją, gdyż w tak krótkim czasie nie było możliwe odpowiednio się przygotować.

E.    Zadania Okręgu. Otrzymane zadanie narzucało konieczność udania się do walki jak największymi siłami z terenu znacznie już nasyconego wojskami niemieckimi i rosyjskimi. Należało się liczyć z tym, że wiele oddziałów nie zdąży nadejść w wyznaczonym terminie i stawi się nie więcej jak 3/5 tego, co mógł przygotować Okręg Kielce, gdyby termin tej operacji był wyznaczony wcześniej. Niemniej jednak prace organizacyjne, które wykonano w czerwcu i lipcu 1944 r., umożliwiły wykonanie i zebranie wojska w dywizje, które Komenda Okręgu postanowiła odtworzyć, a które w czasie pokoju stały garnizonami na terenie Okręgu. Była to głównie piechota, trochę saperów, oddziały łączności i skromne związki dla innych broni. Głównym uzbrojeniem tych oddziałów były: kb, kbk, pistolety automatyczne, km lekkie, trochę km ciężkich. Do obrony p. lotniczej mogły być użyte tylko karabiny maszynowe. Wyposażenie amunicyjne było bardzo skromne, mogło wystarczyć na kilka godzin strzelaniny i to niezbyt intensywnej. Wyszkolenie oddziałów do walki było dobre, zwłaszcza tam, gdzie były większe oddziały partyzanckie. Pozostałe oddziały były uzbrojone pospolitym ruszeniem maszerującym czwórkami. W terenie otwartym i w dzień mogły one stać się mięsem armatnim oraz łupem czołgów i lotnictwa. Utworzone ad hoc nowe związki zgrywały dopiero swoją organizację w marszach i potyczkach. Ale duch tego wojska był na wysokim poziomie. Można powiedzieć, że znowu część patriotycznej młodzieży kielecczyzny zgłosiła się wówczas do szeregów partyzanckich ochotniczo, aby się bić z naszym odwiecznym wrogiem i jak najprędzej uwolnić nasz kraj od niemieckiego najeźdźcy. Najgorzej przedstawiała się sprawa tych dowódców, którzy do tej pory zajmowali się konspiracją, a nie dowodzeniem. Nie organizowano bowiem kursów dla dowódców od kompanii wzwyż i nie było warunków dla praktycznego przeprowadzenia takiego szkolenia. Wyznaczeni oficerowie na stanowiska dowódców kompanii, batalionów, pułków nie byli na ogół przygotowani do prowadzenia tak dużych oddziałów i – jak się później okazało – trzeba było ich często zmieniać.

2a
Żołnierze 7 Dywizji AK podczas marszu na koncentrację koło Przysuchy.

F.    Koncentracja sił i ich charakterystyka. W rejonie wyznaczonej koncentracji stawiło się około 5000 ludzi. Każdego dnia nadchodziły oddziały opóźnione. Poza tym w rejonie koncentracji naszych oddziałów zastaliśmy także 25 pp z Okręgu Łódzkiego AK w sile 1200 ludzi – pułk ten zadeklarował marsz na odsiecz Warszawy. W dniu 23.VIII.1944 r. rozporządzaliśmy Korpusem zorganizowanym w dwie Dywizje piechoty: 2 D. P. Leg. i 7 D. P.

G.    Teren. Tren między powiatem Koneckim a Warszawą jest przecięty rzeką Pilicą i wobec tego są tu dwa obszary: jeden od Kielc do Pilicy, a drugi od Pilicy do Warszawy. Pierwszy jest znacznie korzystniejszy dla wykonania marszów ze słabą osłoną w broni p. pancernej i p. lotniczej. W dużej części jest bowiem zalesiony. Przeprawa przez rz. Pilicę nie przedstawiała trudności. Sierpień był pogodny i bardzo suchy, a stan wody w rzece bardzo niski. Na północ od rz. Pilicy teren jest odkryty, płaski, zabudowa wsi przeważnie drewniana i jedyne lasy Kabackie w pobliżu Warszawy mogły dać jako taką osłonę do wypoczynku przed uderzeniem na stolicę. Odległość między rz. Pilicą a Warszawą wynosiła ok. 100 km. W naszych warunkach uzbrojenia i do tego w miesiącu sierpniu, można ją było pokonać tylko nocą, tj. między godzinami 21 wieczorem a 3 rano – dawało to tylko możliwość 6 godzin marszu. Licząc, że marsz będzie się odbywał drogami polnymi, lub na przełaj, tak dużą ilością wojska nie pokona się więcej, jak trzy kilometry na godzinę. Zatem marsz od Pilicy do Warszawy – i to bez przeszkód ze strony npla – mógł być wykonany w ciągu pięciu dni. Teren ten był ogólnie bardzo niekorzystny dla ruchu słabo uzbrojonych oddziałów, jak również dla samej walki, gdyż nie dawał dostatecznych osłon, ani dobrych punktów obrony.

H.    Wojska niemieckie. W odwrocie znad Wołgi wojska niemieckie wiele straciły na wartości bojowej. Niemniej jednak Niemcy zdołali odbudować front na Wiśle i nasycić go żołnierzem doskonale uzbrojonym w sprzęt najbardziej nowoczesny. Nieprzyjaciel nas nienawidził i wszelkie niepowodzenia przypisywał nam, ponieważ my pierwsi w 1939 roku przeciwstawiliśmy się otwartym ogniem, kiedy zaczęli wkraczać w nasze granice. Na naszej drodze marszu spotkalibyśmy się z przewagą w sprzęcie pancernym, artylerii i lotnictwa oraz żołnierzem, który będzie chciał zemścić się za swoje rzekome krzywdy. Walki nad Wisłą na froncie niemiecko-sowieckim po 20 sierpnia raczej się ustabilizowały, bo np.  odwody artylerii ciężkiej pod dowództwem marsz. Modela stały nie naruszone w rejonie Niekłania i mogły zostać użyte przeciwko nam. Mieliśmy również informacje o wojskach pancernych w Warce i Białobrzegach, które zaalarmowane naszą przeprawą na pewno zostałyby użyte do zwalczania nas. Uzyskane wiadomości znad Pilicy mówiły, że npl pracuje nad umocnieniem tej rzeki, a obsada rzeki jest nasycona patrolami alarmowymi.

I.    Odprawa dowódców w gajówce „Promień”. Na dzień 23.VIII.1944 r. zarządziłem odprawę dowódców w gajówce „Promień”, na której byli obecni: szef sztabu Okręgu mjr dypl. „Wojan” – Borzobohaty, d-ca 2 dyw. piechoty Leg. płk dypl. „Lin” – Żółkiewski, d-ca 7 dyw. piechoty płk dypl. Gwido Kawiński, oraz fragmentarycznie wzywani: szef wydziału operacyjnego Korpusu kpt. dypl. „Ryś” – Jackiewicz, oraz szef wyżywienia kwatermistrzostwa. Nowych wiadomości o nplu nie miałem, oprócz tych; o których pisałem w poprzednich punktach. Odpowiedzi na naszą depeszę z dnia 16.VIII.1944 r. nie było. Należało zatem ostatecznie podjąć jakąś decyzję, bo pozostawanie dalej na tym terenie mogło skończyć się dla nas bardzo groźnie. Walki 4 pp Leg. świadczyły o tym, że Niemcy nie pozostaną już długo bierni. Na odprawie, po dłuższej dyskusji, zdania się podzieliły. Płk „Lin” i mjr „Wojan” opowiedzieli się za marszem do Warszawy. Przeciwko marszowi był płk dypl. Gwido Kawiński. Wobec powyższego zarządziłem dłuższą przerwę, sam zaś jako Komendant Okręgu poszedłem do lasu, aby jeszcze raz przeanalizować i przemyśleć wszystkie korzyści i wszystkie minusy marszu do Warszawy. Po przerwie podałem decyzję, że przerywamy marsz na odsiecz Warszawy i idziemy na wykonanie zadań „Burzy” na własnym terenie Okręgu. Podałem też powody tej decyzji, które mną kierowały, a były jak poniżej.

  1. Rozkaz marszu na Warszawę wzywał na pomoc Powstaniu, ponieważ stolica własnymi siłami nie jest w stanie się oswobodzić, a tym bardziej trudno jej będzie wytrwać do przesunięcia frontu wschodniego na zachód od Warszawy. Jeżeli chodzi o pierwszą część zadania, to oddziały z Kielecczyzny wzmocniłyby siły walczącej Warszawy, ale bez artylerii, moździerzy i innego sprzętu potrzebnego do kruszenia betonów pomoc naszych oddziałów, które rozporządzały wyłącznie bronią maszynową, kb i kbk, niewiele by znaczyła. Natomiast druga część zadania – utrzymać Warszawę do nadejścia wojsk radzieckich, trudno brać pod uwagę, gdy faktycznie tej Warszawy się nie zdobyło. Jeżeli Sowieci nie wykorzystali na początku sierpnia oddziałów AK bijących się w Warszawie, które przecież ułatwiłyby zajęcie stolicy, jednak z tej okazji i pomocy zrezygnowali, to właśnie będą czekać na zlikwidowanie oporu polskiego w Warszawie przez Niemców. Sowieci nie chcą spotkać w Warszawie polskich władz państwowych i uzbrojonej armii, której zlikwidowanie mogłoby im spowodować bardzo nieprzyjemną sytuację polityczną, a więc będą czekać, aż Niemcy oddadzą im Warszawę pustą, bez żadnego balastu politycznego. Ponadto wprowadzenie kilku tysięcy naszych ludzi do Warszawy bardzo pogorszyłoby sytuację żywnościową stolicy, której zapasy były raczej minimalne i nie mogłyby wystarczyć na dłuższą obronę.
  2. Nie udało nam się dozbroić przez zdobycie ciężkiej broni p. pancernej i p. lotniczej na nplu. Zapotrzebowanie na zrzuty broni zastało załatwione odmownie, wysuwając warunek stoczenia bitwy, po której zakończeniu mogą nastąpić zrzuty.
  3. Otwarty teren między Pilicą a Warszawą, bez większych obszarów leśnych, zabudowa wsi drewniana – wszystko to nie dawało dobrych punktów oparcia i osłony. Wprowadzenie na ten teren oddziałów słabo uzbrojonych mogłoby się bardzo tragicznie zakończyć w przypadku spotkania z czołgami i lotnictwem nieprzyjaciela. Marszu tak wielkich kolumn nie dałoby się ukryć przed nplem w tym otwartym terenie. Ofiary byłyby zbyt wielkie, bez większych korzyści strategicznych i politycznych.
  4. Oddziały własne, zebrane prawie w improwizacji, wymagały jeszcze dalszego wyszkolenia, niezbędnego do wymagań stawianych przez dowódców oddziałów.
  5. Nieprzyjaciel w odwrocie z frontu na wschodzie stracił dużo na wartości bojowej, niemniej jednak Niemcy zdołali już odbudować front na Wiśle i nasycić go żołnierzem doskonale uzbrojonym w sprzęt najbardziej nowoczesny. Posiadali też duże odwody, głównie w broni pancernej, awizowane z rejonu Warki. Również na północ od rz. Pilicy musiały znajdować się odwody frontu nad Wisłą. Na naszej drodze marszu spotkalibyśmy nienawidzących nas Niemców, których wartość bojowa wzmogłaby się jeszcze przez przewagę ich sprzętu pancernego, artyleryjskiego i lotniczego.
  6. Ofiary, które ponieślibyśmy w tych działaniach, poszłyby znów na imponderabilia, a nie na faktyczne pozytywne i polityczne korzyści dla naszego państwa.
  7. Pracę, jaką wykonaliśmy do tej pory: mobilizacyjną i koncentracyjną w niesłychanie trudnych warunkach ze względu na okupowanie terenu przez obydwie armie: niemiecką i sowiecką, należy uznać za wysokie nasze osiągnięcie. Toczących się w tym czasie wydarzeń nie udało się więc zmienić, ani na ich zmianę nie mogliśmy mieć wpływu, gdyż nasze siły były niewystarczające, aby bieg koła historii odwrócić na naszą korzyść.
04
Leśniczówka
rys. Roman Zakrzewski

22 styczeń 1963 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *