rys. Maria Biała-Żwinis

PAMIĄTKA Z POLSKI

Jerzy Krauze „Gryf”, Zeszyt 21

Obwód Iłża „Konrad”
Podobwód Skarżysko-Kam.- „Morwa”

  Kończąca się zima i wiosna 1944 r. przyniosły sukcesy ofensywy sowieckiej, zmuszające armię niemiecką i sojusznicze pulki włoskie do wycofywania się na tereny polskie.

Szczególną paniką ogarnięte były wojska włoskie, tak więc, by nie szerzyć ogólnego defetyzmu, dowództwo niemieckie postanowiło wycofać je z frontu lub wymienić na nowe oddziały, dowiezione bezpośrednio z Włoch. Jednostki wycofywane, tak jak i nowe, kierowane na front przejeżdżały głównie przez stację kolejową w Skarżysku-Kamiennej będącą podczas wojny ważnym węzłem komunikacyjnym.

  Do nadzoru nad przejeżdżającymi wojskami włoskimi powołano na dworcu kolejowym, obok funkcjonującego tu już od dawna niemieckiego „Bahnhofsoffiziera”, stanowisko włoskiego oficera stacyjnego. Obydwaj zajmowali w budynku dworca wspólne biuro z wyjściem wprost na perony. Sąsiednie pomieszczenia zajmowali – polski dyżurny ruchu oraz informator kolejowy.

Na takiego informatora wyznaczono mnie latem 1943 r. decyzją polskiego zawiadowcy stacji, Eugeniusza Zatorskiego ps. „Paweł”, członka komórki Armii Krajowej w węźle kolejowym Skarżysko -Kam. Decyzję swoją uzasadnił on u władz niemieckich moją poprawną znajomością języka niemieckiego. Z tą chwilą moim podstawowym zadaniem jako członka konspiracji A.K. stal się wywiad kojowy – o przejazdach transportów wojskowych, ich ilości, jednostkach i przewożonym sprzęcie oraz zaopatrzeniu walczących armii niemieckich, a także przejmowanie nadchodzącej od łączników z Warszawy prasy podziemnej i jej rozdział. Część prasy przeznaczoną dla Skarżyska odbierał kolejny łącznik, zaś część (ok. 10-15 egzemplarzy) przeznaczoną dla sąsiedniego Suchedniowa dostarczałem osobiście.

  Pełniąc funkcję informatora kolejowego, wyposażony w sporej wielkości dzwonek ręczny i umieszczony na kolejarskiej czapce napis AUSKUNFT, ogłaszałem w poczekalniach przyjazdy i odjazdy pociągów oraz udzielałem doraźnej informacji pasażerom, najczęściej Niemcom. Dysponowałem względnie dużą swobodą poruszania się po dworcu, szczególnie w poczekalniach zarezerwowanych ,,Nur fur Deutsche” – wyłącznie dla Niemców. Poza tym dysponowałem oddzielnym pokojem, z wyjściem na peron, wewnątrz którego mieścił się niewielki bunkier przeciwlotniczy. W bunkrze tym mogłem z łatwością ukrywać przewożone przez Polaków „trefne” materiały, co było ważne wobec częstych rewizji przeprowadzanych wśród podróżujących, przez żandarmerię i inne służby okupanta.

  Od czasu pojawienia się na dworcu włoskich transportów wojskowych powstała niespodziewanie możliwość nielegalnego handlu z żołnierzami. Przedmiotem transakcji była, oczywiście, broń krótka i amunicja, którą żołnierze włoscy wymieniali na polskie przedwojenne srebrne monety 2-,5- i 10-złotowe. W handlu tym uczestniczyło kilku kolejarzy z A.K. Również i mnie udało się dwukrotnie kupić za srebrne monety pistolety i kilka garści amunicji, Ale o srebrne monety na terenie Skarżyska było coraz trudniej.

  Pewnego razu podczas jednej z transakcji polsko-włoskich któryś z kolegów, chcąc zapalić papierosa, wyjął z kieszeni zapaliczkę „wiatrówkę”, popularną w Skarżysku, produkowaną w dużych ilościach jako „fuchy” w miejscowej fabryce amunicji „Hasag” . Zapalniczka wykonana była pomysłowo i dość precyzyjnie. Płaska, miała pośrodku górnej części knot osłonięty wokół perforowaną blaszką, a po obydwu jego stronach dwa kołeczka do krzesania iskier. W dolnej części znajdował się otwór do napełniania benzyną. Zaletą zapalniczki była możliwość uzyskania płomienia nawet przy największym wietrze. Wykonana z mosiądzu, pokryta dodatkowo cienką warstwę chromu, prezentowała się bardzo estetycznie, niemal elegancko. Szczególnie atrakcyjne byty zapalniczki zdobione wygrawerowaną głową górala na tle Tatr. Nacięcia na chromowanej powierzchni ukazywały grawerowany wizerunek w lśniąco-złotawym kolorze.

  Kilku żołnierzy włoskich widząc zapalniczkę natychmiast zaproponowało jej kupienie.

I tak zapalniczki te stały się środkiem płatniczym poszukiwanym przez Włochów zastępującym nasze srebrne monety. A żeby podnieść jeszcze ich handlową atrakcyjność, postanowiłem umieścić na zapalniczkach jakiś napis w języku włoskim. Wykorzystując swoje poprawne stosunki ze stacyjnym oficerem włoskim, poprosiłem go o napisanie na kartce papieru w jego ojczystym języku paru słów: „Pamiątka z Polski”. Ten skreślił natychmiast: „RICORDO DALA POLONlA”. Dzięki temu już podczas kolejnej służby na stacji przy handlowej wymianie z żołnierzami włoskimi błyszczały w moich rękach „wiatrówki” z panoramą Tatr i pamiątkowym napisem.

  Rzeczywiście, tak uatrakcyjnione zapalniczki okazały się rewelacją. W niemal każdej transakcji uczestniczyła grupka chętnych do wymiany. Ale też należało coraz bardziej uważać i być ostrożnym, ponieważ informacje o handlu bronią dotarły do Niemców, tak że zaczęli pilnie obserwować włoskie transporty podczas ich kilkugodzinnych postojów na stacji. Zarządzono także, aby transporty Włoch ów zatrzymywane byty jak najbliżej budynku dworcowego, a nie w parkach towarowych, które w węźle skarżyskim oddalone były nawet o parę kilometrów od dworca. Tym sposobem transporty wojskowe znalazły się pod ściślejszym nadzorem wszędobylskich Bahnschutzów (policji kolejowej), a także żołnierzy Wehrmachtu, żandarmów i licznych kolejarzy niemieckich. W takiej sytuacji zakupienie nawet jednego pistoletu i garści amunicji było sukcesem i wymagało natychmiastowego ich ukrycia, do czego idealnym okazał się wspomniany bunkier w moim służbowym pokoju.

  Częstotliwość pociągów z żołnierzami włoskimi była różna i rożny był także czas ich postojów na stacji. Zdarzało się, że podczas jednej 12-godzinnej zmiany nadjeżdżały dwa transporty składające się z kilku, rzadziej kilkunastu wagonów, ale było i tak, że przez okres 2 tygodni nie nadszedł żaden. Czasami nadchodziły transporty żołnierzy włoskich zupełnie rozbrojonych przez Wehrmacht. Były to oddziały zdecydowanie zbuntowane przeciw rządom „Duce” – Mussoliniego. Z takiego rozbrojonego transportu udało się raz kupić trzy granaty. Okres zakupywanie broni od żołnierzy włoskich zbiegł się z wzmożonym zaopatrywaniem się Armii Krajowej w sprzęt wojskowy, przygotowującej się do akcji „Burza”. W zakupie broni współpracował ze mną Tadeusz Kurowski, zatrudniony również na PKĘ który zakupioną broń przekazywał do plutonu operacyjnego A.K. w Skarżysku.

  W połowie lipca 1944 r. podczas służby w godzinach rannych zostaliśmy aresztowani przez Bahnschutzów w trakcie rozmowy z żołnierzami włoskimi. Tego samego dnia, zaraz po południu przewożono nas w wagonie ,,Nur fur Deutsche” do Gestapo w Kielcach pod strażą żandarma, trzymającego bez przerwy skierowany w naszą stronę m.p. Na szczęście nie skuto nas kajdankami. Pociąg, którym nas wieziono, zatrzymał się na odcinku bloku kolejowego Ostojów ze względu na lecący w pobliżu samolot sowiecki tzw. „kukuruźnik”, którego warkot był wyraźnie słyszalny. Przypomnieć należy, iż samoloty te, powoli latające, nieco staroświeckie dwupłaty, były postrachem Niemców. Z zatrzymanego pociągu zaczęli wyskakiwać pasażerowie i kryć się pod wagonami. Panika udzieliła się również wielu Niemcom w wagonie ,,Nur fur Deutsche”. Także i „naszemu” żandarmowi. Korzystając z zamieszania zdołaliśmy zbiec i ukryć się w zaroślach stromego nasypu kolejowego. Kilka strzałów w naszym kierunku szczęśliwie okazało się niecelnych.

  Nasza wymiana handlowa z żołnierzami włoskimi trwała około czterech miesięcy.

Udało nam się wspólnie z kol. Kurowskim zakupić osiem pistoletów i kilkaset sztuk amunicji, a także granaty. Niedużo, ale wówczas liczyło się wszystko. Zużyliśmy na ten cel głównie zapalniczki -,,wiatrówki” z napisem „Ricordo dala Polonia”. Może zachowały się one gdzieś jeszcze w słonecznej Italii ….

rys. Maria Biała-Żwinis

rys. Maria Biała-Żwinis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *