Ostatnie boje na ziemi włoszczowskiej

Helena Zakrzewska ps. „Maria”, Zeszyt 34

W ostatnich dniach października 1944 r. oddziały Armii Krajowej we Włoszczowej stoczyły 4-dniowe walki z silnymi jednostkami Wehrmachtu i formacji policyjnych, które w ramach kolejnej operacji „Hubertuseinsatz” dążyły do opanowania sytuacji na zapleczu bliskiego już frontu i likwidacji oddziałów leśnych.  Była to ostatnia największa bitwa oddziałów partyzanckich Armii Krajowej z siłami okupanta.

27 października 1944 roku, 74 pp AK, noszący kryptonim „Chrobry”, dowodzony przez mjr. „Roztokę”  (Adam Szajna), w składzie I baon „Las” dowodzony przez por.” Marcina” (Mieczysław Tarchalski) w sile 438 ludzi i II baon „Wojna”, dowodzony przez kpt. „Przyboja” (Franciszek Pieniak) w sile 294 ludzi kwaterował w rejonie wsi Krzepin-Zagórcze. We wsi folwarku Krzepin stał baon „Las”, przy którym znajdowały się d-ctwa: pułku oraz 7 DP AK z oddziałami dyspozycyjnymi, plutonem zwiadu konnego i plutonem osłony radia.

Por. „Andrzej” (Florian Budniak) dowodził 2 kompanią „Buk” – liczącą 198 ludzi, pełniąc równocześnie funkcję z-cy dowódcy baonu „Las”. Kompania ta ubezpieczała północny odcinek zgrupowania, a placówki poszczególnych kompanii baonu zamykały drogi na miejscowości – Wałkonowy Górne, Zakrzew, Włoszczowę i Bebelino. Baon „Wojna” zajmował wieś Zagórcze i ubezpieczał od południa. 74 pp liczył 770 ludzi. W odległym o 4 km na południe Bałkowie kwaterował I baon 2 pp Leg., dowodzony przez kpt. „Nurta” (Eugeniusz Kaszyński), liczący ok. 300 ludzi.

Czytaj dalej

Partyzancki Oddział AK w Obwodzie Radomsko

Florian Budniak ps. "Andrzej", Zeszyt 34

Na czerwiec 1944 r. zaplanowano szereg akcji, które miał wykonać nasz oddział. W tym celu zarządziłem koncentrację wszystkich czterech plutonów do lasów położonych nad Pilicą, w rejon Krzętowa. 30 maja pluton „Robotnika” i pluton PPS dowodzony przez „Czarnego” udały się w rejon Radomska z zadaniem zniszczenia w nocy z 31 maja na 1 czerwca 1944 r. dwóch tartaków w Radomsku. Oddział ten miał zniszczyć siłownie i traki oraz spalić tartak „Reschopa” a uszkodzić tylko tartak Wünschego przy ulicy Piotrkowskiej, ponieważ znajdował się on w środku miasta i spalenie go groziłoby przeniesieniem się pożaru na dość gęsto zamieszkaną dzielnicę Radomska. Akcja ta została wykonana z powodzeniem, bez jakichkolwiek strat z naszej strony.

Por. „Robotnik” (Bolesław Skoczyński) z żołnierzami swego plutonu w lasach koło Radomska. W środku ppor. „Zapora” (Henryk Piasecki).

Por. „Robotnik” (Bolesław Skoczyński) z żołnierzami swego plutonu w lasach koło Radomska. W środku ppor. „Zapora” (Henryk Piasecki).

Czytaj dalej

Prof. mjr Florian Budniak leśnik, żołnierz, konspirator

Helena Budzyńska ps. „Wiatr”, Zeszyt 34

z48Prof. dr inż. Florian Budniak ps. “Borsuk”, “Andrzej” urodził się w 1910 roku w rodzinie leśników (ojciec był leśnikiem w Boroszewie koło Oleśna, dziadek długoletnim gajowym w Młyńsku koło Szamotuł). Po ukończeniu w 1933 r. studiów uniwersyteckich (na Wydziale Rolniczo-leśnym) w Poznaniu odbywa przeszkolenie dla oficerów rezerwy w dywizyjnej Szkole Podchorążych Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim a następnie praktykę w 17 pac (pułk artylerii ciężkiej) w Poznaniu. Po zakończeniu szkolenia wojskowego pracował jako adiunkt w Nadleśnictwach: Wronki, Sieraków i Wierzchlas.  Wykorzystując jego wiedzę wojskową i leśnika, Okręgowa Dyrekcja Lasów Państwowych i DOK V (Dowództwo Okręgu Korpusu) w Poznaniu oddelegowuje go w 1938 r. na wykładowcę w specjalnie organizowanym Kursie Przysposobienia Wojskowego Leśników (PWL). Celem tej organizacji było przygotowanie leśników do zadań, które miały być im przydzielone w czasie wojny, w szczególnych warunkach, jakie stwarza las.

Czytaj dalej

Brawurowa ucieczka

Zespół redakcyjny, Zeszyt 34

Dzień 29 listopada br. jest 60 rocznicą jednej z najbardziej spektakularnych akcji samo-uwolnienia się z kieleckiego więzienia grupy aresztowanych Polaków z wyrokami śmierci.

Akcję tę opisał w numerze 4/84 miesięcznika „Przemiany” Longin Kaczanowski na podstawie wspomnień inicjatora i dowódcy grupy uciekających z więzienia Stanisława Depczyńskiego. Rocznica tej ucieczki, o której wiadomość szerokim echem rozeszła się wówczas po kraju, a nawet dotarła do aliantów na Zachodzie, zobligowała Redakcję do ukazania tej akcji naszym Czytelnikom i podania z pewnymi skrótami jej przebiegu, opisanego przez p. L. Kaczanowskiego.

Pnąca się ostro w górę ślepa uliczka Zamkowa w centrum Kielc w czasie niemieckiej okupacji należała do najbardziej znanych w mieście dzięki znajdującemu się przy niej więzieniu. Niemcy niemal natychmiast po zajęciu Kielc we wrześniu 1939 r. włączyli więzienie w swój system sprawowania władzy w okupowanej Polsce. Początkowo w więziennych budynkach zorganizowano przejściowy obóz jeniecki dla polskich żołnierzy. Jeńców trzymano nie tylko wewnątrz budynków więziennych, ale również pod gołym niebem, na wolnych placach pomiędzy zabudowaniami. Warunki bytowania internowanych jeńców były straszne, bez jakiejkolwiek opieki sanitarnej (wśród jeńców byli także ranni), a wyżywienie prawie żadne, oparte wyłącznie o społeczną pomoc Polskiego Czerwonego Krzyża.

Czytaj dalej

Rozbrojenie Policji w Oksie

Eugeniusz Supernat, Zeszyt 34

W pierwszych dniach września 1943 r. węgleszyńscy żołnierze AK pod dowództwem Adama Wichra ps.”Góral” wspólnie z grupą NSZ Wiśnicz-Małogoszcz na czele z braćmi Zdebami i osławionymi już wówczas poznaniakami braćmi Albinami, którzy doskonale władali językiem niemieckim i często ubrani w mundury Wehrmachtu wprowadzali w błąd wroga, dokonali śmiałego i spektakularnego napadu na posterunek granatowej policji w Oksie pow. Jędrzejów. Oddział partyzancki liczył ogółem ponad 50 osób. Celem tej akcji było rozbrojenie 10-osobowej grupy policjantów dla dozbrojenia własnych oddziałów. Chodziło też o ostrzeżenie policjantów przed zbyt gorliwym wykonywaniem niemieckich zarządzeń, zwłaszcza przy ściąganiu kontyngentów od rolników.

Akcję szczegółowo przygotowali – dowódca plutonu Podobwodu „Las” w Węgleszynie Adam Wicher ps. „Góral“ i Józef Ciesek ps. „Marek”, którzy znali miejscową okolicę i zwyczaje policjantów. Posterunek policji w Oksie mieścił się na rynku w narożnym drewnianym domu, naprzeciw apteki.  Komendantem posterunku był przodownik Sikora. Akcję przeprowadzono wieczorem około godziny 22 –ej.  Zarekwirowanym w Węgleszynie wozem strażackim, którego kierowcą był Edward Chałaciński, żołnierze NSZ z placówki Małogoszcz dojechali pod Oksę, gdzie pozostawiono samochód. Po przyłączeniu się partyzantów z Węgleszyna cały oddział podzielony został na grupy, które bocznymi dróżkami przeszły na wyznaczone pozycje. Dwie grupy ubezpieczały drogi wylotowe do Jędrzejowa i Włoszczowy. Główne zadanie, rozbrojenie policjantów, przypadło żołnierzom NSZ z Małogoszczy. Kilku z nich było ubranych w niemieckie mundury, ażeby nie zostali rozpoznani przez policjantów. Do nich przydzielono z placówki AK Węgleszyn jedynie Mariana Rausa ps. „Nil” oraz Józefa Cieska ps. „Marek”. Ten ostatni znał osobiście wszystkich policjantów oraz rozkład atakowanego obiektu.

Czytaj dalej

Sare Szeregi w Kielcach

Tadeusz Wójcik ps. "Tur", Zeszyt 34
z15

Tadeusz Wójcik „Tur”, autor artykułu w latach 1942/43.

Kontakt harcerzy kieleckich z Główną Kwaterą Szarych Szeregów w Warszawie został nawiązany w pierwszej połowie 1941 r. przez hm. Eugeniusza Stasieckiego „Piotra”, który na stanowisko Komendanta Chorągwi zatwierdził phm. Edwarda Wołoszyna „Wojciecha”, a na zastępcę phm. Józefa Dobskiego „Maryśkę”.

Pierwszym wizytatorem Ula „Skała”1), obejmującego swoim zasięgiem obszar przedwojennej chorągwi, z wyjątkiem Częstochowy, został Tadeusz Kwaśniewski „Kalikst”, który był jednocześnie Komendantem Chorągwi Radomskiej. W sierpniu 1942 r. „Piotr” przejął funkcję wizytatora „Skały”, ponieważ „Kalikst” był poszukiwany przez gestapo. Ale już w początkach 1943 r. funkcję tę przekazał hm. Jerzemu Jabrzemskiemu „Wojtkowi”.

Czytaj dalej

Wehrmacht – 1939 r. w Polsce

Zespół redakcyjny, Zeszyt 34

Niemiecki Instytut Badań Społecznych w grudniu 2001 roku podjął kolejną próbę organizowania wystawy obrazującej zbrodnie Wehrmachtu  (armii niemieckiej) podczas II Wojny Światowej. Wystawa ukazywać miała udział żołnierzy niemieckich w zbrodniach na jeńcach wojennych, na ludności cywilnej oraz Żydach w Europie Wschodniej. Wystawę tę, jak i poprzednie, trzeba było zlikwidować, ulegając presji faszystowskich odłamów niemieckiego społeczeństwa. W Centrum Berlina maszerowało ponad 3 tysiące neonazistów, ubranych w wojskowe kurtki i czarne glany, protestujących przeciwko organizowanej wystawie. Protestujący radykałowie z NDP z ogolonymi do gołej skóry głowami skandowali „sława i chwała niemieckim żołnierzom”, niosąc las transparentów z napisami –  „Mój dziadek nie był przestępcą”, „Ojcze jestem z ciebie dumny” itp.

Również przed paroma laty podobną wystawę zamknięto pod naciskiem środowisk kombatanckich i skrajnych radykałów CDU i CSU. Udowadniano, że Wehrmacht w odróżnieniu od gestapo i żandarmerii nie splamił się żadnymi zbrodniami wojennymi, a sporadyczne zdarzenia nie stanowią podstawy do uogólnienia stanowiska o udziale armii niemieckiej w jakichkolwiek zbrodniach. Nie taką jednak oceną „cieszy się”  Wehrmacht w polskiej opinii, a zapamiętane fakty całkowicie przeczą dobremu samopoczuciu radykalnej prawicy niemieckiej.  Przypomnijmy więc przykładowo masakrę polskich żołnierzy I batalionu 74 „Górnośląskiego” pp 7 Dywizji Częstochowskiej – już jako jeńców – dokonaną przez Wehrmacht pod Ciepielowem w dniu 8 września 1939 roku.

Czytaj dalej

Wojskowa służba kobiet

Alicja Zięba-Ways ps. "Kalina", Zeszyt 34

Podobwód „Dolina” – Iłża

Wspomnienia

Był rok 1939. Miałam wówczas 12 lat. W dniu 27 sierpnia odbywał się festyn na zamku w Iłży, zorganizowany na cele dobroczynne w związku z nowym rokiem szkolnym. Festyn zorganizowały członkinie PCK. Po południu rozeszła się wieść, że wielu mężczyzn otrzymało karty mobilizacyjne. Zrobiło się ponuro, powiało grozą. Takim akcentem zakończył się festyn. Mobilizacja była zaskoczeniem, mimo iż od dłuższego czasu mówiło się o wojnie, że jest nieunikniona.

Przygotowywaliśmy się do nowego roku szkolnego, a tu o świcie 1 września usłyszeliśmy od ojca, że Niemcy napadli na Polskę. Do szkoły już nie poszłyśmy. Wojna ! Około południa dotarły wieści, że niemieckie samoloty zbombardowały Zakłady Starachowickie oraz wiadukt w Radomiu. W mieście nastał ożywiony ruch. Ludzie gromadzili zapasy, szykowali ciepłą odzież oraz chowali co cenniejsze rzeczy do piwnic i prowizorycznych schronów. Nastąpił exodus ludności cywilnej z zachodniej części kraju, wszyscy zdążali za Wisłę, która miała stanowić naturalną przeszkodę dla napastników, a równocześnie stać się bastionem naszej armii. Te tłumy ludzi, często z maleńkimi dziećmi i bagażami, jechały na czym się tylko dało, ale w zasadzie konnymi wozami, lecz również rowerami, albo szły przed siebie pieszo, również pchając wózeczki z niemowlętami.

Czytaj dalej

Wspomnienia a konspiracji ( 1 )

January Bartkiewicz ps. "Pobóg", Zeszyt 34

Od Redakcji

Zamieszczamy fragmenty wspomnień nieżyjącego już autora – żołnierza Armii Krajowej, uczestnika konspiracji i walki w Obwodzie Radomsko. Kolejne części wspomnień udostępnimy Czytelnikom w następnych wydaniach „Zeszytów”. Autor nie zawsze podaje przy pseudonimach faktyczne imiona i nazwiska – może więc żołnierze opisywanego terenu potrafią je rozszyfrować. Sądzimy, że dużą wartość historyczną zawierają opisy działań i operacji konspiracyjnych.

TRANSPORT BRONI

Broń była dla nas tym, o czym się marzyło i śniło po nocach. Chodziło o to, aby ją mieć. Była uosobieniem siły i możliwości odwetu za to, co się działo, za morderstwa, za wszystkie nasze cierpienia. Początkowo było jej bardzo mało. Pochodziła głównie z pozostałości 1939 roku, zakupu oraz z kradzieży Niemcom. Było jej jednak na naszym terenie mało, bardzo mało. Wystarczyło jej na uzbrojenie jednej kompanii, którą utworzył „Andrzej” koło Żytna. Było to uzbrojenie zebrane bodaj z całego powiatu. Pamiętam moment, gdy przyszedł rozkaz przekazania broni do lasu. Plutony nieleśne zostały bez broni. Pamiętam, że w plutonie mojego ówczesnego dowódcy Jacka Drożdża „Przybylskiego” mieliśmy tylko jeden pistolet parabellum z pierwszej wojny światowej i 4 naboje. Taka była, niestety, sytuacja.

Czytaj dalej

Ppłk. Inż. Piotr Mazurek (1900 – 1974)

Jerzy Krauze „Gryf”, Zeszyt 34
Ppłk inż. Piotr Mazurek

Ppłk inż. Piotr Mazurek

Życiorys Piotra Mazurka, przedwojennego pracownika Państwowej Fabryki Amunicji w Skarżysku Kamiennej, jest świadectwem poświęcenia oraz pełnego zaangażowania w walce o niepodległość i odbudowę kraju ze zniszczeń wojennych. Piotr urodził się 3 sierpnia 1900 r. w Tyczynie k. Rzeszowa. Gdy miał 5 lat, stracił ojca. Dwa lata później wraz z matką i ojczymem wyjechał do Pilzna w Czechach, dokąd służbowo przeniesiono ojczyma, pracownika kolei austriackich. W Pilźnie Piotr ukończył szkołę powszechną i realną (odpowiednik naszego gimnazjum). W roku 1917 został powołany do wojska i skierowany na front włoski. W jednej z większych bitew na tym froncie, nad rzeką Piave, Piotr został ranny i dostał się do niewoli. Dopiero po zakończeniu działań wojennych, jesienią 1918 roku, zwolniony z włoskiej niewoli, powrócił do Czech, gdzie podjął studia w Wyższej Szkole Inżynierskiej.

Czytaj dalej