M/S „CHROBRY”

Jerzy Krauze „Gryf”, zeszyt 38
59

„Chrobry” przewożący brytyjskich lotników wpływa do portu Harstadt.

W roku 1946 ukazała się w Londynie książka Michała Kochańskiego pt. „Ostatni rejs”, w której opisuje on krótką historię życia polskiego transatlantyku m/s „Chrobry”, sam będąc od pierwszego rejsu członkiem załogi statku. W oparciu o tę książkę Stanisław Strumph Wojtkiewicz opublikował w cyklu opowiadań „Z walk floty handlowej” artykuł pt. „Życie i śmierć m/s >>Chrobry<<”. Czytelnikom chciałbym przedstawić krótką kronikę tego najpiękniejszego i najmłodszego w polskiej flocie motorowca.

Dynamicznie pozbywająca się zacofania gospodarczego po pierwszej wojnie światowej Polska szczególnie aktywnie zagospodarowała niewielkie, liczące zaledwie 140 km (łącznie z Mierzeją Helską) wybrzeże morskie. Z rozmachem rozbudowywano port w Gdyni, rozbudowywano flotę handlową, wojenną, a także pasażerską. Na krótko przed drugą wojną światową zakupiono za granicą 4 duże, transoceaniczne statki pasażerskie do obsługi linii amerykańskich. Były to m/s „Piłsudski” (wrzesień 1935) i m/s „Batory” zakupione w stoczniach włoskich, oraz m/s „Sobieski” wodowany 25 sierpnia 1938r. w brytyjskiej stoczni w Newcastle i m/s „Chrobry” zbudowany w duńskiej stoczni Nakskov, który przypłynął do Gdyni w pierwszych dniach lipca 1939r. Należy przy tym pamiętać, że przed wojną pasażerski ruch lotniczy odgrywał minimalną rolę, szczególnie na tak odległych trasach, jak z Europy do Ameryki.

M/s „Chrobry” był najładniejszym z całej czwórki polskich transatlantyków o wspaniałej sylwetce, z mocno do przodu wysuniętym dziobem, licznymi na pokładzie masztami i kolumnami, co pozwoliło domyślać się, że statek budowany był do długich rejsów. M/s „Chrobry” obsługiwać miał bowiem linię żeglugową z Gdyni do portów Ameryki Południowej.

Po skompletowaniu załogi m/s „Chrobry”, pod dowództwem kpt. Pancewicza, odbił z portu w Gdyni 29 lipca 1939r. Zabrał wielu podróżnych udających się do Ameryki Południowej oraz kilkuset Czechosłowaków, których do emigracji zmusiła okupacja ojczyzny przez Niemców. Udali się oni przez Polskę do Francji, przewidując wybuch wojny światowej, w czasie której będą mogli uczestniczyć w walce z wrogiem.

M/s „Chrobry” kierował się nie przez Kanał Kiloński, ale przez Skagerrak, gdyż nie było już wówczas zaufania do Niemców. Pasażerów czeskich wyładowano we francuskim porcie Boulogne, po czym statek przez afrykański Dakar popłynął do Rio de Janeiro i Buenos Aires. We wszystkich portach statek wzbudzał podziw i uznanie mieszkańców dla swojej pięknej sylwetki. O wybuchu wojny polsko-niemieckiej dowiedzieli się marynarze polscy dopiero 3 września w brazylijskim porcie Pernambuco, kiedy kpt. Pacewicz – po wyładowaniu pasażerów – obwieścił załodze o dramatycznych wydarzeniach w Polsce. „Ból i rozpacz targały duszą każdego. Staliśmy się nagle bezradni i nigdy później nie doznałem silniejszego uczucia” – pisał Kochański.

Po kilku tygodniach m/s „Chrobry” popłynął przez Freetown i Dakar do Anglii. Podczas tej przeprawy został po raz pierwszy zatrzymany do kontroli przez okręt wojenny. Na szczęście był to krążownik brytyjski. Po przybiciu do brzegów brytyjskich m/s „Chrobry” został zmilitaryzowany i zaczął odbywać rejsy do Kanady i Nowej Funlandii, przewożąc wojsko, sprzęt i materiały wojenne. Służba na Atlantyku była w tym czasie bardzo ciężka z powodu wichrów polarnych i burz, które towarzyszyły statkowi podczas każdego z rejsów.

7 maja 1940 roku m/s „Chrobry” wypłynął ze Szkocji do Norwegii z licznym wojskiem na pokładach. Była to już jego druga wyprawa w te strony. Każdemu rejsowi statku towarzyszyły silne naloty bombowców niemieckich. Podczas pierwszego rejsu „Chrobrego” do Norwegii licznie zrzucane bomby przez lotników niemieckich nie uczyniły statkowi żadnej szkody, ale uzmysłowiły załodze niebezpieczeństwo grożące z powietrza, a nie tylko na wodzie od torped i min z wrogich okrętów.

Dnia 15 maja, w pobliżu portu Harstard, zajętego przez brytyjczyków, na wszystkich statkach i okrętach alianckich znajdujących się w pobliżu, zawyły syreny alarmowe, ostrzegające o zbliżającym się nalocie niemieckich bombowców. W tym czasie m/s „Chrobry”, na pokładach którego zaokrętowane bataliony brytyjskie przewożone były z terenu walk o Narwik na inny odcinek frontu norweskiego, był jeszcze w pobliżu portu Harstard, gdzie przez cały dzień trwały walki lotnicze oraz liczne naloty bombowców niemieckich. Raz nawet seria ciężkich bomb lotniczych spadła w odległości 15 m od burty statku, w wyniku czego m/s „Chrobry” zaczął się palić. Akcja ratunkowa, na statku pełnym brytyjskich żołnierzy była bardzo utrudniona, tym bardziej, że uszkodzenia okazały się bardzo poważne i ocalenie statku nie miało szans. Po północy, około godziny 0010, dnia 16 maja 1940r., w odległości 13 stopni 50 minut na zachód od brzegów Norwegii, m/s „Chrobry” w płomieniach kończył swój krótki żywot.

Kiedy szalupy z częścią wojska odbiły od statku, nastąpiło chwilowe uspokojenie od nalotów niemieckich, powstrzymywanych nieustającą kanonadą wszystkich okrętów alianckich, utrzymujących w pewnej odległości niemieckiego napastnika, usiłującego strzelać do ludzi w szalupach. Na rufie „Chrobrego” skupiła się jeszcze dość duża część wojska i załogi, która nie zabrała się na szalupy, przywołując na pomoc najbliżej stojący kontrtorpedowiec brytyjski „Wolverine”; ten mimo niebezpieczeństwa wybuchu, podchodzi z wolna do burty „Chrobrego”, a w tym czasie inny, sąsiedni kontrtorpedowiec „Stork” silnym ogniem ostrzeliwuje napastnika, uniemożliwiając mu zbliżenie się do akcji ratowania ludzi z utrzymującego się na wodzie w straszliwych płomieniach statku.

O godzinie 0030 H.M. „Wolverine” z blisko 700 rozbitkami zawrócił do portu w Harstad; „Stork” stał nadal na miejscu towarzysząc płonącemu m/s „Chrobry”, temu najpiękniejszemu transatlantykowi floty polskiej, i pozostawił go dopiero o godz. 4, utrzymującego się jeszcze z trudem na wodzie. Nie doliczono się 12 członków załogi, a wielu marynarzy było rannych. „Czuliśmy się jak rodzina, której nagle, w nocy, dom został strawiony przez pożar i która nie wie, co dalej z nią będzie” – kończy autor opis wspólnej podróży powrotnej do Szkocji marynarzy z „Chrobrego”. Taki był koniec wspaniałego polskiego statku, który z honorem pełnił ofiarnie służbę ojczyźnie w siłach wojennych aliantów.

Opracowano na podstawie tekstu Strumph Wojtkiewicza „Życie i śmierć m/s „Chrobrego.” „Polska Zbrojna 1946r.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *