Irena Dziubińska-Sędłakowska ps. „Aster”

Jerzy Krauze „Gryf”, Zeszyt 32

Irena DziubińskaWśród wielu mieszkańców Skarżyska czasu walki z okupantem nie brakowało kobiet, nie brakowało dziewcząt z harcerskich drużyn, których odwaga i determinacja podejmowanych zadań była przykładem dla najdzielniejszych. Jedną z tych wspaniałych kobiet – Irenę Dziubińską-Sędłakowską – chciałbym przedstawić Czytelnikom, chociaż mam świadomość, że będzie to tylko skromne odzwierciedlenie wielkiego poświęcenia, patriotyzmu i oddania się twardej walce z okupantem tej wyjątkowej dziewczyny. Każdy bowiem dzień tych okrutnych czasów był świadectwem zaangażowania się Ireny w sprawę bezkompromisowej konfrontacji z brutalną przemocą niemieckiego najeźdźcy.


Irena Dziubńska urodziła się 9 marca 1925 r. w Skarżysku. Mieszkała w domu rodziców przy ul. Żeromskiego 48. Była jedynaczką. Po ukończeniu szkoły podstawowej, tzw. „Kolejówki”, kontynuowała naukę w Gimnazjum im. A. Witkowskiego, w którym do roku 1939 ukończyła 2 klasy. Była zdolną uczennicą, ale nie należała do spokojnych „kujonów”. Zewnętrzny jej wizerunek to typ polskiej dziewczyny, o gęstych, długich, jasnych włosach, wzrostu średniego i silnej budowie. Powinna być raczej chłopcem o żywiołowym, nieposkromionym charakterze. Irenę rozsadzał temperament. Wszędzie jej było pełno. Sposób poruszania się, zachowania i uczestniczenia w pozaszkolnych zajęciach sportowych upodabniał ją do chłopca. Jednocześnie była bardzo wrażliwa, zawsze gotowa do poświęceń i świadczenia skutecznej pomocy wszystkim potrzebującym.
Od najmłodszych lat była harcerką i właśnie harcerstwo w dużym stopniu wpływało na jej wychowanie, ale również mieszkająca w sąsiedztwie pani Jadwiga Demelowa, matka jej bliskiej koleżanki Zosi, bardzo energiczna działaczka społeczna i organizatorka wielu akcji charytatywnych, prezes miejskiego koła PCK, była dla Ireny niekwestionowanym autorytetem, który starała się wiernie naśladować. Już podczas pierwszych dni wojny, bombardowań lotniczych i alarmów, Irena niemal bez przerwy dyżurowała w kasynie dworca kolejowego roznosząc żywność i gorące posiłki polskim żołnierzom jadącym na front.
Po wkroczeniu na Kielecczyznę Niemcy zorganizowali w Szydłowcu i Skarżysku, tzw. „Blaszance” naprzeciw żydowskiej bożnicy, przejściowe duże obozy dla polskich żołnierzy
i oficerów wziętych do niewoli. Irena, jako członek PCK, miała prawo wejścia na teren obozów, przyjmowała więc korespondencję dla rodzin żołnierzy, dostarczała żywność, a z żywnością przemycała na zamknięty teren obozu cywilną odzież, dzięki której wielu żołnierzom udało się zbiec przed wywozem do jenieckich obozów na terenie Niemiec.
W styczniu 1940 r. Gestapo podjęło w Skarżysku, zakrojone na szeroką skalę, aresztowania członków konspiracyjnej organizacji „Orzeł Biały”. Ponad 400 osób aresztowanych przetrzymywano w budynkach Szkół Powszechnych na Bzinie oraz na Placach przy ul. Asnyka. Wyżywieniem aresztowanych obciążono mieszkańców miasta. Zadania tego podjęło się miejscowe koło PCK. Do akcji żywienia więźniów włączyła się z wielkim zaangażowaniem Irena, zbierając po prywatnych domach żywność i przygotowując posiłki. Znaczną część członków konspiracyjnej organizacji stanowili harcerze i właśnie oni byli przede wszystkim obiektem aresztowań. Do organizacji należała również Irena, ale na szczęście ominęła ją pierwsza fala aresztowań. Niemcy w dniach 12-15 lutego 1940 r. dokonali mordu pierwszej grupy aresztowanych w liczbie 360 osób na osiedlu „Bór”,
a około 60 osób przewieziono do więzienia w Radomiu na dalsze śledztwo i tortury, z których rozstrzelano ok. 40 osób na Firleju pod Radomiem. Kilka osób zwolniono, a resztę skierowano do obozów karnych. Z końcem maja i w czerwcu 1940 r. Gestapo przystąpiło do dalszych aresztowań w Skarżysku i na ziemi Kieleckiej. Tym razem na jeszcze większą skalę – ok. 800 osób. Pani Jadwiga Demelowa, ostrzeżona wcześniej o zagrożeniu aresztowaniem córki Zofii oraz Ireny Dziubińskiej, wywiozła je do Krakowa, ukrywając u swego ojca, prof. Odo Bujwida. Profesor Bujwid, światowej sławy bakteriolog, przyjaciel i współpracownik takich powag naukowych, jak prof. L. Pasteur, czy prof. R. Koch i wielu innych, na skutek zamknięcia przez niemieckie władze Uniwersytetu Jagiellońskiego podjął w swoim prywatnym laboratorium produkcję szczepionek przeciwepidemiologicznych. Zofia i Irena zostały zatrudnione w Laboratorium Profesora – w Zakładzie Produkcji Szczepionek – uzyskując względne bezpieczeństwo, nawet przed wywozem na roboty do Niemiec, gdyż hitlerowcom zależało na utrzymaniu ważnej dla nich produkcji.
W roku 1941 Irena, po rocznym pobycie w Krakowie, powróciła do Skarżyska i natychmiast nawiązała kontakt z konspiracyjną organizacją Związek Walki Zbrojnej. Przyjęła pseudonim „Aster” i została łączniczką między Obwodem „Morwa” (Skarżysko) a Podobwodem „Wola” (Starachowice) oraz Komendą Obwodu mieszczącą się w Radomiu i Inspektoratem Obwodu w Iłży. Kontakty Ireny były związane z osobami kierownictwa ZWZ w Skarżysku,
z „Sarmatą” – szefem Ref. V (por. Tadeusz Sulima), z „Turem” – szefem ref. VI-BIP (por. Tadeusz Rut), z „Bryksem” – d-cą Plutonu Specjalnego (ppor. Henryk Grodź), a także
z „Osmanem” – komendantem Podobwodu w Skarżysku (por. Stanisław Ciaś), od czerwca 1943 r. skierowanym na d-cę Podobwodu w Starachowicach.
W ramach swoich obowiązków jako łączniczka przewoziła meldunki, prasę, broń i amunicję oraz materiały wybuchowe. Specjalnie dla „Sarmaty” przywoziła kilkakrotnie z Krakowa niemieckie instrukcje dotyczące wielu typów uzbrojenia Wehrmachtu, wykradane
z drukarni Pfihera. Każdy jej przyjazd do Krakowa był znaczony wizytą na ulicy Lubicz 34 w mieszkaniu prof. Bujwida, gdzie była przyjmowana z obustronną wielką radością.
Od śmierci żony w roku 1932 Profesor prowadził pamiętnik, w którym znajdujemy m.in. takie zapisy (np. datą 20 lipca 1942 r.): „Irka (Dziubińska) nie wie, jaką osłodę przynosi mi swoją muzyką, grając na fortepianie w sąsiednim pokoju. Przenoszę się gdzieś w przeszłość. Dziwna rzecz, jak tony muzyki pobudzają do życia”. A pod datą 25 grudnia 1942 r.: „Ircia Dziubińska ubrała dla mnie choinkę, jak gdyby mi na tym zależało, a jej było jakoby obowiązkiem. Zaopatrzyłem ją zapasami na drogę do Skarżyska, bo miała czekać na dworcu kilka godzin”. Są to ostanie słowa prof. Bujwida w jego pamiętniku, napisane na kilka godzin przed śmiercią. Profesor zmarł nagle nocą z 25 na 26 grudnia 1942 r. w wieku 85 lat. Polska kultura straciła wielki autorytet naukowy.

Irena Dziubińska w wyniku pracy w laboratorium Profesora, którego przyjaźń zdobyła swoją dobrocią i wielkim sercem, wybrała swój przyszły zawód: zdecydowała, że po skończonej wojnie będzie studiowała na Wydziale Chemii i pracowała naukowo w laboratorium. Ale na razie uczęszczała na tajne komplety gimnazjalne, uzyskując „małą maturę”, oraz na konspiracyjny Kurs Podchorążych AK w Skarżysku.
Szczególnie czynnie włączyła się do współpracy z Plutonem Specjalnym. Dowódca tego Plutonu, ppor. Grodź, zginął 24 czerwca 1943 r. w walce z żandarmerią niemiecką. Od jego śmierci Irena Dziubińska, bardzo związana z jego osobą, także na stopie prywatnej, ponownie znalazła się na liście osób poszukiwanych przez Gestapo. Nie przerywając jednak pracy konspiracyjnej ukrywała się po melinach na terenie Skarżyska.
Nowym dowódcą Plutonu Specjalnego został „Szum” (ppor. Mieczysław Szymański). Irena natychmiast nawiązała z nim kontakt, ochotniczo podejmując się różnych zadań, a nawet podsuwała własne pomysły. Znała dobrze język niemiecki i często jadąc na akcje ubierała się na sposób niemiecki – w płaszczu skóropodobnym i w tyrolskim kapelusiku, co doskonale maskowało jej konspiracyjną działalność i umożliwiało np. wsiadanie do wagonów „Nur fuer Deutsche”, kiedy przewoziła najbardziej niebezpieczne materiały. Wymyśliła tez sposób na zdobywanie broni. Ubrana na niemiecką dziewczynę nawiązywała kontakt z przygodnym żołnierzem Wehrmachtu i umawiała się z nim na spacer do pobliskiego lasu, najczęściej w okolice Borek. W tym czasie ukryci w zaroślach chłopcy z Plutonu Specjalnego napadali na spacerujących, rozbrajali żołnierza, a Irena udając przerażenie uciekała znanymi sobie ścieżkami. Taki „numer” wykonano z powodzeniem kilkakrotnie.
Poza normalną niejako pracą łączniczki oraz udziałem w różnego rodzaju akcjach z Plutonem Specjalnym, Irena prowadziła samodzielną komórkę wywiadu dla spraw egzekutywy i Wojskowego Sądu Specjalnego kierowanego przez sędziego, Leona Reklewskiego „Tarnawę”. Funkcję prokuratora pełnił sędzia Marcin Łowicki „Osa”. Do nich łącznicy nie mieli dostępu. Wszelkie kontakty z organami konspiracji sędzia Reklewski utrzymywał przez córkę Hankę, a prokurator Łowicki – przez syna Andrzeja. Komórka Ireny Dziubińskiej zajmowała się wykrywaniem konfidentów, różnego rodzaju donosicieli do niemieckich organów policji, oraz kobiet wchodzących w zażyłe stosunki z Niemcami.
Do szczególnie spektakularnych akcji Ireny należy zaliczyć przeprowadzenie 17 żołnierzy radzieckich zbiegłych z obozu jenieckiego w Bliżynie – do placówki w lasach suchedniowskich, skąd zostali skierowani za Wisłę. 27 marca 1944 r. w czasie jednej z akcji został zastrzelony d-ca Plutonu Specjalnego, ppor. Szymański „Szum”. Ciało jego leżało w głębokim śniegu pomiędzy polami Pogorzałego a Barakiem, w pobliżu szosy krakowskiej. Szosa ta była nieustannie patrolowana przez Niemców, co uniemożliwiało podejście do zabitego. Wówczas Irena ochotniczo zabrała ciało na sanki, wywożąc z zagrożonego terenu. „Szum” został pochowany z honorami na Cmentarzu Partyzanckim w lesie Skarżyska Książęcego.
Wiosną 1943 r. po dekonspiracji i serii aresztowań członków Komendy Okręgu Armii Krajowej w Radomiu jego władze zostały przeniesione do Skarżyska. W tym samym czasie, również do Skarżyska zostały przeniesione (także po dekonspiracji) agendy Inspektoratu Starachowickiego, obejmującego obwody Iłżecki i Konecki. Takie nagromadzenie w Skarżysku kierowniczych władz Okręgu AK wymagało intensywnych kontaktów z Komendą Główną. Niezależnie więc od znajdujących się w Skarżysku dwóch radiostacji, jednej należącej do Komendy Okręgu i drugiej do Podobwodu „Morwa” (ta ostatnia znajdowała się w domu p. Kocimowskich, przy ul. Sokolej No 43, którą dowodził mjr Krzemowski, cichociemny „Kostek”1), niezbędna była wymiana meldunków, dyspozycji, korespondencji i materiałów informacyjnych, które przewozili łącznicy.
Do tej pracy zgłosiła się, oczywiście, Irena, a jej determinacja i odwaga umożliwiły Komendzie Okręgu zlecanie jej częstszych wyjazdów nie tylko do Warszawy, ale i na najbardziej niebezpieczne trasy. Z obowiązków tych wywiązywała się bardzo dobrze i z wyjątkowym szczęściem. Na kilka dni przed wybuchem Powstania udało się jej brawurowo przewieźć z Warszawy do Skarżyska drukarkę zapakowaną w ogromną skrzynię, którą za kilka butelek wódki przewieźli żołnierze włoscy. Przez kilka dni skrzynia była ukryta w domu pp. Kyclerów, skąd została wywieziona wozem konnym p. Markiewicza przy osłonie Waldka Sadkowskiego, Ireny Matyniówny i również Ireny Dziubińskiej.
Podczas próby przedostania się w pierwszych dniach sierpnia 1944 r. do Warszawy walczącej w Powstaniu, wraz z materiałami informacyjnymi oraz zamiarem włączenia się do walki, Irena zostaje aresztowana w Częstochowie i przewieziona do Gestapo w Zawierciu. Podczas aresztowania znaleziono przy niej obciążające materiały, których nie zdążyła się pozbyć, ale podczas śledztwa odmawiała wyjaśnień. Stosowano więc wobec niej najbardziej okrutne metody badań, a ponieważ w pewnym momencie, korzystając z nieuwagi strażników, usiłowała podczas transportu zbiec, została skuta za ręce i nogi. Podczas badań wieszano ją m.in. za ręce u stropowej belki sufitu, a hitlerowscy oprawcy bili ją do utraty przytomności. Jak pisze we wspomnieniach – straciła mowę, przestała chodzić, a krew ciekła jej nawet z uszu. Całe jej ciało było jednym sińcem koloru czarnego. Nawet przesłuchujący ją szef Gestapo orzekł, że została zanadto pobita. Pomimo tak strasznych metod śledztwa Gestapo nie dowiedziało się, kim jest, ani też nie mogło stwierdzić tego ze znalezionych przy niej materiałów.
Po 3 tygodniach bezskutecznego śledztwa została przewieziona do więzienia Gestapo w Opolu, gdzie stosowano wobec niej jeszcze bardziej brutalne metody badań, które spowodowały konieczność odwiezienia jej do szpitala. Tam poznała pracującego więźnia – Polaka, Stanisława Plesia, który zaopiekował się nią, donosząc dodatkowy chleb, jak również próbował zorganizować ucieczkę. Niestety, bezskutecznie. Po kilku tygodniach pobytu w szpitalu Irenę ponownie zabrało Gestapo na dalsze śledztwa. W wyniku kolejnych tortur otworzyła się jej rana na całym pośladku. Siedziała w pojedynczej celi, co pozbawiało ją możliwości opieki współwięźniarek. Pomimo tego, nadal przewożono ją z więzienia na Gestapo, gdzie wciąż ją bito i próbowano wymusić zeznania.
Zbliżał się front wschodni. W więzieniu podjęto przygotowania do ewakuacji. Irenę przeprowadzono do celi ogólnej, przygotowanej do transportu. Korzystając z zamieszania, jakie powstało przy wyprowadzaniu więźniów do transportu, Irenie udało się, pomimo potwornego bólu z rozległej rany, ukryć w jednej z pustych beczek, zalegających na więziennym placu. Tak doczekała wkroczenia na teren więzienia żołnierzy radzieckich. Po powrocie do Skarżyska miejscowy lekarz stwierdził u niej naciek gruźliczy. Chora i słaba nie była w stanie przez dłuższy czas podjąć jakiejkolwiek pracy.

Irena Dziubińska

Irena Dziubińska na ławce przed domem rodziców. Fot. z zimy (luty/marzec) 1940 r.

Jesienią 1945 r., obawiając się restrykcji ze strony Urzędu Bezpieczeństwa, stosowanych wobec kombatantów walki z Niemcami – żołnierzy AK i NSZ, Irena wyjechała do zrujnowanej Warszawy i tam podjęła naukę w Liceum im. Słowackiego. Maturę uzyskała w czerwcu 1948 r. i rozpoczęła pracę w Naczelnej Radzie ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej, ale jej ambicją były jednak studia i praca w laboratorium chemicznym. Przeniosła się więc do Wrocławia i tam podjęła studia uniwersyteckie na Wydziale Chemii (w Warszawie zrujnowany Powstaniem Uniwersytet nie podjął jeszcze działalności). Niestety, stan jej zdrowia zmusił ją do przerwania nauki już po drugim roku studiów. We Wrocławiu wszakże poznała swego przyszłego męża, lekarza Sędłakowskiego. Ślub wzięli w Skarżysku w roku 1950. Urodził im się syn Hubert. Urodzenie syna znacznie jednak pogorszyło stan zdrowia Ireny, rozwinął się proces gruźlicy, a przy tym w roku 1952 umiera jej mąż.
Na przełomie 1969/1970 r. Irena zostaje skierowana na leczenie do Anglii w ramach Międzynarodowej Fundacji „Sue Ryder”. Syna Huberta wychowują rodzice Ireny w Skarżysku. Po kilku tygodniach pobytu w Anglii Irena powraca do kraju. Jednak jej żelazny charakter załamał się. Paroletni stres konspiracyjnej aktywności, straszliwe śledztwo w Gestapo w ostatnich miesiącach wojny, podczas którego odniosła bolesne, długo gojące się rany i zapadła na gruźlicę, przerwane ukochane studia, urodzenie syna i wreszcie śmierć męża doprowadziły ją do choroby nerwowej. Irena ponownie przenosi się do Warszawy, ale nie jest zdolna podjąć jakiejś stałej pracy. Utrzymuje się z niewielkiej, 600-złotowej renty otrzymywanej z Opieki Społecznej. Dorabia okresowo drobną produkcją chałupniczą.
Irena Dziubińska-Sędłakowska zmarła w Warszawie 18 września 1986 roku. Ciało jej sprowadził do Skarżyska syn Hubert. Tutaj miejscowe Koło Kombatantów zamówiło mszę, podczas której katafalk był okryty flagą narodową ze znakami Polski Walczącej oraz Armii Krajowej. Żegnali ją, wreszcie z należnymi honorami, kombatanci i koledzy z Plutonu Specjalnego. Pochowana została w grobie rodzinnym na Cmentarzu „Nowym” na Bzinie – pierwszy grobowiec przy głównej bramie wejściowej, po prawej stronie.
Cześć pamięci tej wspaniałej dziewczyny, bohaterskiej „Aster” czasu wojny, ofiarnej harcerki żeńskiego hufca w Skarżysku.

Na podstawie:
– własnych wspomnień Ireny Sędłakowskiej z roku 1971,
– materiałów zebranych przez p. Krystynę Mojas-Wojciechowską oraz jej bezpośrednich kontaktów z Ireną Sędłakowską,
– książki „Osamotnienie”, autorstwa Odo Bujwida, Wydawnictwo Literackie, Kraków,
– własnych wspomnień autora artykułu.

 

1)   Mgr Stanisław Krzemowski od 1943 r. kierował referatem przerzutów lotniczych i siostry Kocimowskie – Oleńka i Danuta oraz najstarsza Adela uczestniczyły w terenie, na „koszach”, podczas przejmowania zrzutów w latach 1943/1944. W ich domu byli zamelinowani cichociemni, bracia Wichułowie, którym zapewniono „kwaterę”. Po wojnie Oleńka i Danuta poślubiły braci Wiechułów, z którymi przeniosły się do Stanów Zjednoczonych. Danuta zginęła w wypadku samochodowym. Jej prochy przewieziono i pochowano na cmentarzu w Skarżysku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *