Inżynier Franciszek Przeździecki „Konrad”, „Rafał”

Jerzy Krauze „Gryf”, zeszyt 38
Inż. Fr. Przeździecki w 1933 r. Szef Wydziału Zapalników w Państw. Fabryce Amunicji w Skarżysku-Kamiennej.

Inż. Fr. Przeździecki w 1933 r. Szef Wydziału Zapalników w Państw. Fabryce Amunicji w Skarżysku-Kamiennej.

Miałem zaszczyt nie tylko znać osobiście Franciszka Przeździeckiego, ale również w pewnym okresie zbliżyć się prywatnie do jego domu, kreowanego patriotyzmem, zaangażowaniem w sprawy Polski oraz wysokim poziomem kultury i intelektu. Inżynier Przeździecki znaczną część swego zawodowego życia poświęcił przemysłowi zbrojeniowemu Kielecczyzny – w Skarżysku Kamiennej, Kielcach oraz Centralnym Okręgu Przemysłowym.

Urodził się 2 października 1897 roku w Łyszkowicach, ziemi skierniewickiej. W 1914 r. ukończył w Warszawie średnią szkołę mechaniczno-techniczną. W tym samym roku wstąpił do Związku Strzeleckiego, a następnie POW, w ramach której ukończył „Wolną Szkołę Oficerską”, po czym został skierowany do Rosji, gdzie pracował w fabryce pocisków artyleryjskich. W Moskwie, po zdaniu egzaminu maturalnego, wstąpił na Wydział Mechaniczny miejscowej Politechniki. W lipcu 1918 r. powrócił do Warszawy i z chwilą powstania odrodzonego państwa polskiego, w październiku 1918 r., zgłosił się do organizowanego Wojska Polskiego. Otrzymał przydział do 1 p.a.p., a następnie do Oddziału Artylerii Naczelnego Dowództwa, z którym uczestniczył w wojnie bolszewickiej 1920 r. Przeniesiony do rezerwy podjął studia na Politechnice Warszawskiej i otrzymał dyplom magistra inżyniera mechanika technologii specjalnej (wojskowej).

W lipcu 1928 podjął pracę w Wydziale Zapalników Państwowej Fabryki Amunicji w Skarżysku Kamiennej, gdzie wkrótce awansował na stanowisko kierownika tego wydziału. Jednocześnie dojeżdżając do Warszawy, był wykładowcą w Wyższej Szkole Wawelberga i Rotwanda. Urlopowany okresowo w 1930/31 z PFA w Skarżysku, skierowany został do Oficerskiej Szkoły Uzbrojenia, po ukończeniu której otrzymał stopień podporucznika. W Państwowej Fabryce Amunicji w Skarżysku inż. Przeździecki wyróżniał się nie tylko aktywnością, pomysłami nowatorskimi, ale i nieprzeciętnymi zdolnościami organizacyjnymi. Dlatego też, mając wysokie kwalifikacje, został w 1934 r. skierowany do Wytwórni Amunicji (fabryki Norbina) w Warszawie na stanowisko Szefa Inspekcji Technicznej. Na początku 1937 r. – ceniony jako specjalista w produkcji materiałów bojowych – został mianowany dyrektorem technicznym nowo zbudowanych Zakładów Metalowych „Granat” w Kielcach. Zakłady te, przy poważnym wsparciu Fabryki Amunicji w Skarżysku, rozpoczęły produkcję nowoczesnej amunicji przeciwpancernej 40 mm do armat Boforsa wytwarzanych w Starachowickich Zakładach Hutniczych. Na stanowisku tym pozostał do wybuchu wojny w 1939 r. Zaznaczyć należy, że przez cały ten okres prowadził wykłady dla studentów WST Wawelberga w Warszawie.

6 września 1939 r. zgodnie z otrzymaną dyspozycją wraz z personelem technicznym oraz dokumentacją produkcyjną ewakuował się z Kielc samochodami fabrycznymi na wschodnie tereny Polski i na początku października 1939 r. powrócił do Kielc. Pracy w Zakładach „Granat”, pod zarządem niemieckim, nie podjął (za co w grudniu 1939 r. był więziony i eksmitowany wraz z rodziną z zajmowanego mieszkania), poświęcając się        całkowicie walce konspiracyjnej z okupantem. W końcu października 1939 r. ppor. inż. Przeździecki zorganizował w Kielcach z pracowników przemysłu zbrojeniowego podległą sobie „SAMODZIELNĄ GRUPĘ PRZEMYSŁOWĄ”, której podstawowym zadaniem było objęcie wywiadem, dywersją i sabotażem Centralnego Okręgu Przemysłowego. Przyjął konspiracyjny pseudonim „Konrad”. Nawiązał kontakty osobiste z zaufanymi pracownikami zakładów kieleckich: fabryki „Granat”, huty „Ludwików”, Fabryki Świec Lotniczych Marciniaka, „Kamieniołomów”, kolejarzami PKP. Wykorzystując przedwojenne znajomości, nawiązał kontakty z pracownikami b. Państwowej Fabryki Amunicji w Skarżysku, Fabryki Amunicji Artyleryjskiej w Starachowicach, Huty w Ostrowcu i Stalowej Woli, Częstochowy i innymi. W ramach powołanej organizacji SGP tworzył grupy sabotażowe w poszczególnych fabrykach. Działalność sabotażowa i dywersyjna Samodzielnej Grupy Przemysłowej pod kierownictwem ppor. inż. Franciszka Przeździeckiego została obszernie opisana w „Zeszytach Kombatanckich” nr 36 str. 58-62.

W połowie 1941 r. nastąpiło połączenie SGP z silną, szeroko rozwiniętą konspiracyjną organizacją Polska Niepodległa (PN), w wyniku czego powstał pod koniec tego roku „Okręg Przemysłowy PN”, o kryptonimie „Centrum”; jego komendantem mianowano „Konrada”.

„Centrum” prowadziło także aktywną działalność sabotażowo-dywersyjną w zakładach przemysłowych pozostałych Obwodów – Starachowicach, Ostrowcu i Stalowej Woli. Takich odważnych akcji dokonano, m.in. w 1943 i 1944 r., zasilając w bardzo dużym stopniu oddziały partyzanckie AK w amunicję; „zdobycie” jej nastąpiło w niżej opisanych okolicznościach:

Za akceptacją i pomocą organizacyjną „Konrada” zrealizowano pomysł kierownika Obwodu C-II, sierż. Józefa Suligowskiego „Jakuba”, dwukrotnego wywozu amunicji strzeleckiej z fabryki „Hasag” na podstawie podrobionych dokumentów. Pracownicy fabryki „Hasag” w Skarżysku wypisali na niemieckiej maszynie odpowiednie zapotrzebowanie na amunicję, wskazując na odbiorcę jeden z oddziałów Wehrmachtu stacjonujący w Radomiu. Zapotrzebowanie skierowano z Radomia pocztą niemiecką do fabryki w Skarżysku, gdzie w Biurze Zbytu sporządzono specjalną dokumentację umożliwiającą wywóz. Pod koniec 1943 r. uzbrojeni ludzie w mundurach Wehrmachtu wywieźli samochodem ciężarowym, bez przeszkód, 130 tys. szt. amunicji. W podobny sposób odebrano wczesną wiosną 1944 r. dwoma niemieckimi samochodami znacznie większą ilość amunicji. Akcją dowodził por. cc „Jeleń” Ludwik Wiechuła. Uczestniczył w tej akcji m.in. kierownik rejonu PN w Bliżynie ppor. Jan Chrzanowski „Burza” oraz Zbigniew Suligowski „Leszek”, pracownik fabryki „Hasag”. Wszyscy oczywiście w mundurach Wehrmachtu. Odbioru dokonano na podstawie sfałszowanego dokumentu odbioru na formalne zapotrzebowanie niemieckiej jednostki wojskowej. Jakież było zdziwienie Niemców, którzy w kilka godzin po akcji „Jelenia” przyjechali po odbiór amunicji i dowiedzieli się, że amunicja została właśnie pobrana.

24 lutego 1942 r. rozkazem Naczelnego Wodza, gen. broni Władysława Sikorskiego, organizacja POLSKA NIEPODLEGŁA została włączona w szeregi ARMII KRAJOWEJ. W maju tegoż roku do m.p. „Konrada” w Kielcach przybyli z ramienia AK Komendant Okręgu Kielecko-Radomskiego płk dypl. Stanisław Dworzak „Daniel” wraz z Szefem Sztabu tego Okręgu ppłk. Janem Stenzlem ps. „Rawicz“, którzy odebrali od „Konrada“ przysięgę. Przystępując do Armii Krajowej inż. Przeździecki zmienił swój dotychczasowy pseudonim „Konrad” na „Rafał”, którego używał aż do upadku Powstania Warszawskiego.

Inż. Przeździecki w roku 1943 w Warszawie ze swoją łączniczką i zarazem córką Irminą Przeździecką.

Inż. Przeździecki w roku 1943 w Warszawie ze swoją łączniczką i zarazem córką Irminą Przeździecką.

W wyniku przeprowadzonej fuzji „Okręg Przemysłowy PN” ze swoim komendantem „Rafałem” został wcielony do Szefostwa Produkcji Konspiracyjnej Sztabu Komendy Głównej o kryptonimie „Cieśla”. Dowódcą „Cieśli” był mgr inż. Witold Gokieli ps. „Ryszard”, bliski kolega „Rafała” z przedwojennej pracy w Państwowej Fabryce Amunicji w Skarżysku. Na wniosek płk. „Daniela” Komenda Główna AK wyraziła zgodę na pozostawienie na terenie Okręgu Radomsko-Kieleckiego organizacji „Centrum” pod dotychczasową komendą inż. Przeździeckiego „Rafała”, któremu zlecono dodatkowe obowiązki w zakresie produkcji materiałów bojowych oraz ich transportu.

Realizacja tak szerokiego zakresu obowiązków inż. Przeździeckiego wymagała szczególnych zdolności organizacyjnych, odwagi i rozważnego zmysłu konspiratora przy podejmowaniu decyzji, a wielki obszar działania obejmujący Centralny i Staropolski Okręg Przemysłowy oraz Warszawę i województwo stołeczne wymagał stałego poruszania się po terenie, inicjatywy w tworzeniu nowych miejsc produkcji, składowania oraz bezawaryjnego transportu i łączności pomiędzy jednostkami. A wszystko to musiało funkcjonować w sposób zapewniający bezpieczeństwo przed czujnym okiem gestapo oraz jego konfidentów i donosicieli różnego autoramentu.

Aktywna działalność „Rafała” nie uszła jednak uwadze gestapo. Ostrzeżony pod koniec 1942 r. przez wywiad Okręgu, inż. Przeździecki uszedł wraz z rodziną do Warszawy, w ostatniej niemal chwili przed ścisłą rewizją w jego kieleckim mieszkaniu; rozwścieczeni Niemcy nawet z wyłamanych drzwi zerwali mosiężną tabliczkę z nazwiskiem, a dobijając się do sąsiadów wykrzykiwali: „gdzie jest ten wściekły pies?”. Po bezskutecznej rewizji gestapo wydało na niego wyrok śmierci, poszukując go w całej Generalnej Guberni. W tej sytuacji Przeździecki skoncentrował swoją konspiracyjną działalność na terenie Warszawy, nie przerywając jednak działalności w Okręgu Kielecko-Radomskim.

Dnia 1 sierpnia 1944 r. na wyznaczone spotkanie o godz. 1000 dotarł do lokalu przy ul. Wspólnej, gdzie oczekiwała na „Rafała” 5-osobowa grupa najbliższych jego współpracowników. Na sąsiednich ulicach zaczęły powstawać liczne barykady utworzone z cegieł, kamieni i płyt chodnikowych. Teren ten – ulic Barbary, Nowogrodzkiej, Poznańskiej – był bowiem zamieszkany dość licznie przez Niemców, którzy rozpoczęli intensywny ostrzał zagrażający okolicznym placówkom i barykadom powstańczym, jak również m.p. „Rafała”, przy ul. Wspólnej 68, co zmusiło go do przeniesienia się do lokalu przy ul. Hożej 62. „Rafał” po otrzymaniu meldunków od dowódców najbliższych zgrupowań o poważnym braku broni i materiałów bojowych, dla wsparcia ich oddziałów liniowych już w trzecim dniu Powstania, w znajdujących się na tym terenie warsztatach rzemieślniczych uruchomił:

–  przy ul. Hożej 62 produkcję i naprawę granatów ręcznych, przy ul. Hożej 33 naprawę broni, przy ul. Hożej 11 naprawę różnych rodzajów amunicji, przy ul. Poznańskiej 6 regenerację baterii do latarek elektrycznych, a po kilku dniach przejął pod swoją koordynację produkcję butelek zapalających zorganizowaną przy ul. Kruczej 11 przez mjr. J. Orlewicza ps. „Podolski”. Dostarczaniem wyrobów bojowych na linię frontu i na barykady zajmowały się łączniczki „Rafała” – Jolanta Kalpas-Jaworska „Klara”, Zofia Olszewska „Joanna” oraz „Giesia” (NN), a często osobiście robił to „Rafał”.

Dysponując względnie dużą bazą produkcyjną „Rafał” otrzymywał coraz większe zapotrzebowania na dostawy materiałów bojowych, dla realizacji których musiał docierać do składów surowcowych AK znajdujących się na linii walk. Ponadto „Rafałowi” podlegał pododdział powstańczy uczestniczący w akcjach bojowych. Dokonywał on stałego dozoru i obserwacji budynku przy ul. Nowogrodzkiej, skąd nieprzyjaciel ostrzeliwał z ckm powstańcze pozycje. Niemiecki ckm zlikwidowany został przez strzelca wyborowego sierż. „Brzytwę” Mariana Quindta.

Inżynier Przeździecki przekazał ciekawą informację z tego okresu. 19 sierpnia został rozpoznany przez jednego z byłych jego żołnierzy gen. dyw. Tadeusz Kossakowski, który walczył jako zwykły żołnierz na jednej z barykad w okolicy Placu Zbawiciela. Zaproszony do Komendy Okręgu w Śródmieściu wyjaśnił, że został przerzucony samolotem do kraju 29/30 maja 1944 r. w operacji lotniczej Most-II. Tuż przed rozpoczęciem powstania znalazł się na terenie Warszawy, więc stanął do walki, odkładając kontakty z dowództwem AK na okres późniejszy. Od 23 sierpnia otrzymał funkcję kierownika produkcji środków walki. Do pomocy przydzielono mu drużynę podchorążych „Blizna”. Po upadku powstania wraz z innymi dostał się do niewoli. Na czas pobytu w powstaniu przyjął pseudonim „Krystynek”.

Powstanie chyliło się ku upadkowi. 28 września 1944 r. podczas nalotu niemieckich bombowców jedna z ciężkich bomb trafiła w dom przy ul. Hożej 62, gdzie na 2 piętrze przebywał na kwaterze inż. Przeździecki ze swymi podkomendnymi. Nastąpiło obsunięcie się ściany, „Rafał” przysypany został gruzem.

Odgrzebano go, był ranny w głowę, prawą dłoń i kolano prawej nogi; rany silnie krwawiły. Założono mu opatrunki; w kolanie odczuwał nadal dotkliwy ból – lekarz podejrzewał, że dostały się do stawu kolanowego odłamki bomby. Mimo zalecenia lekarza nie zgodził się, by ewakuowano go do szpitala. Decyzja ta ocaliła mu życie, ponieważ na drugi dzień właśnie w ten szpital trafił niemiecki pocisk rakietowy, tzw. „krowa”.

Utykając spełniał swoje obowiązki. Kolano dokuczało coraz bardziej i zaczęło puchnąć. 29 września podczas przechodzenia przez zabarykadowany wykop, nie mogąc dość szybko ukryć się za zasłonę, został trafiony z broni maszynowej w łydkę tej samej chorej prawej nogi. Po wstępnym opatrunku był bliski utraty przytomności. Łączniczka „Klara” pomogła mu powrócić do kwatery przy ul. Hożej. Funkcję dozorowania organizacji dostaw zlecił por. „Marianowi” Marianowi Placheckiemu, a łączniczkom „Joannie”, „Giesi” i „Klarze” utrzymywanie łączności i powiadamianie o powstałej sytuacji na liniach walki.

2 października do kwatery „Konrada” dotarła informacja o rozpoczęciu wstępnych rokowań kapitulacji powstania. Wynikało z niej, że oficerowie skierowani będą do oflagów, podoficerowie i szeregowi do stalagów. Porucznikowi Przeździeckiemu proponowano transport pociągiem w wagonie sanitarnym; jednak odmówił, licząc na własne siły. W godzinach porannych 5.10.1944 r. wraz ze swoją grupą produkcyjną i pododdziałem kpt. „Jura”, dowódcy odcinka obrony z rejonu zakwaterowania, przeszli na miejsce wyznaczonej zbiórki na placu pod Politechniką. Następnie wraz z oddziałami powstańczymi wymaszerowali
w kierunku Ożarowa. Po drodze „Rafał”, osłabiony upływem krwi z ran oraz potwornym bólem, podtrzymywany przez łączniczkę Giesię, stracił przytomność. Ocknął się na placu zabudowań fabryki w Ożarowie w otoczeniu lekarza i sanitariuszek.

Tego samego dnia, 5 września, wraz z żołnierzami powstania załadowany został do krytego wagonu towarowego i przewieziony do obozu jenieckiego w Falingbostel. Tam niemiecki lekarz stwierdził, że nastąpiło zakażenie i zachodzi konieczność amputacji prawej nogi. Po paru dniach, kolejnym transportem inż. Przeździecki skierowany został, w większej grupie jeńców, do stałego obozu w Bergen-Belsen, gdzie otrzymał numer jeniecki 01226. „Starszym obozu” był płk dypl. Karol Ziemski ps. „Wachnowski”. W punkcie sanitarnym tego obozu zatrudnieni byli pośród innych narodowości (Jugosłowian, Francuzów) również polscy lekarze, którzy troskliwie zajęli się ranami inż. Przeździeckiego.

Po upływie tygodnia od przybycia do obozu, inż. Przeździecki, jak zawsze pełen inicjatywy, postanowił z grupą paru kolegów, dla oderwania ludzi od ich pesymistycznych nastrojów i myśli, zorganizować kursy dokształcające o kierunku technicznym. Pułkownik Ziemski wyjednał u Niemców zgodę na prowadzenie takiego dokształcania. Kierownikiem szkolenia mianowano inż. Przeździeckiego. Trudność jednak stanowił brak papieru do sporządzania notatek. Uzyskiwano go rozcinając na arkusze znajdujące się w magazynie worki papierowe, nadające się jedynie do pisania ołówkiem. Program obejmował dość szeroki zakres nauk technicznych: budownictwo, architekturę, technologię, chemię, mechanikę, elektrotechnikę.

Pobyt w Bergen-Belsen jednak omal nie skończył się dla por. Przeździeckiego tragicznie. Gestapo wytropiło jego obecność tam i w pierwszych dniach lutego 1945 r. trzej gestapowcy zjawili się w obozie. Po krótkim przesłuchaniu, mającym na celu potwierdzenie jego tożsamości, gestapowcy odjechali z obozu, zapowiadając płk. „Wachnowskiemu” swój powrót i wywiezienie Przeździeckiego. „Konrad” wiedział, że jest to równoznaczne z torturami i wyrokiem śmierci dla niego i dysponując trucizną postanowił nie oddać się w ich ręce żywym. Plany oprawców pokrzyżowała nieoczekiwana ewakuacja obozu; w jej wyniku por. Przeździecki, po nieudanej próbie ucieczki w trakcie powstałego na trasie marszu zamieszania – znalazł się, wraz z innymi oficerami z Powstania Warszawskiego, w Falingbostel, obozie oficerów polskich, uczestników walk w 1939 r.

Wkrótce obóz został zajęty bez walki przez alianckie oddziały brytyjskie. Inżyniera Przeździeckiego z nie wygojonymi jeszcze ranami odesłano do szpitala angielskiego w Bomlitz; pod opieką lekarzy rany wkrótce zabliźniły się. Postanowił powrócić do kraju, o czym powiadomił listownie Witolda Gokieli „Ryszarda” znajdującego się w tym czasie w obozie w Lubece. Wszelkie próby powrotu do kraju polskich oficerów i żołnierzy były jednak blokowane i wstrzymywane. Przeździecki z dobraną grupą 7 kolegów oficerów postanowił wbrew zakazom powrócić do Polski. Za kilka puszek konserw dowiezieni zostali przez Niemca samochodem ciężarowym do stacji kolejowej w Delmenhorst. Tam przepustki brytyjskie na przejazd cała grupa otrzymała zgłaszając, że wyjeżdża w poszukiwaniu rodzin do miejscowości Cham na terenie Czech; stamtąd łatwiej było przedostać się do Polski. Wyjechali 30 sierpnia 1945 r. z dużą grupą oficerów internowanych w 1939 r. Po 10 dniach podróży grupa dotarła do Dziedzic, gdzie po sprawdzeniu dokumentów i otrzymaniu odpowiednich zaświadczeń od Wojskowej Komisji Rejestracyjnej odjechała w stronę Warszawy. Pociąg, którym jechali, zatrzymał się na stacji kolejowej w Kielcach; inż. Przeździecki wysiadł, aby po kilku minutach jazdy dorożką znaleźć się w otoczeniu najbliższej rodziny, która po Powstaniu powróciła do swojego mieszkania w Kielcach.

Po krótkim odpoczynku inż. Przeździecki zameldował się w Delegaturze Ministerstwa Przemysłu w Warszawie, gdzie otrzymał skierowanie do Państwowej Fabryki Amunicji w Skarżysku na stanowisko kierownika produkcji i planowania. Od maja 1946 r. przeniesiony został na stanowisko naczelnego dyrektora zakładów „Metal” w Częstochowie produkujących amunicję dla potrzeb wojska. Z dniem 1.01.1948 r., jako dobry organizator, skierowany został na stanowisko naczelnego dyrektora dużej, ale poważnie zniszczonej poniemieckiej Fabryki Obrabiarek we Wrocławiu, w celu jej odbudowy i uruchomienia produkcji. Już po roku pracy inż. Przeździecki przekazał fabrykę nie tylko odbudowaną, ale w pełnym biegu produkcyjnym. Dzięki swojej wiedzy fachowej był doradcą premiera Cyrankiewicza w Radzie ds. Techniki przy Prezesie Rady Ministrów, ale to nie chroniło go od nadzoru „bezpieki”. W latach 1947-1951 był pięciokrotnie aresztowany, a brutalne śledztwa dotyczyły jego konspiracyjnej działalności w okresie okupacji niemieckiej.

1 kwietnia 1968 r. inż. Franciszek Przeździecki przeszedł na emeryturę. W czasie swojej pracy zawodowej i konspiracyjnej był wielokrotnie awansowany i odznaczany: m.in. Medalem „Polska swojemu Obrońcy” za udział w wojnie 1920 r., Krzyżem Niepodległości w 1938 r. za pracę w POW, Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami w 1943 r., Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami (po raz drugi) we wrześniu 1944 r., Krzyżem Virtuti Militari rozkazem Dowódcy Armii Krajowej nr 512/B.0., Medalem „Zwycięstwa i Wolności 1945” w 1961r., Krzyżem Armii Krajowej nadanym w 1975 r. przez Komisję Krzyża w Londynie, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski w 1975 r. za całokształt pracy w przemyśle oraz konspiracji.

Zmarł 12 lipca 1982 r., pochowano go w grobie rodzinnym na Cmentarzu Powązkowskim w kwaterze 144.

Autor opracowania serdecznie dziękuje p. Irminie Przeździeckiej-Sobczyk za udostępnienie osobistych materiałów wspomnieniowych o ojcu i udzielenie cennych informacji uzupełniających, a także życzliwe wielokrotne przyjęcie w swoim domu.

 

Jedna myśl nt. „Inżynier Franciszek Przeździecki „Konrad”, „Rafał”

  1. Nina Wojtowicz

    Witam Szukam materialow dotyczasych osoby Aleksander Wojtowicz podobno pracowal w czasie drugiej wojny sw w fabryce Granat. W 1936 wydal publikacje w Kielcach moze ktos ma informacje

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *