Archiwa kategorii: zeszyt 37

Lotnik i partyzant

Ryszard Marcinkowski „Ryś”, zeszyt 37

Obwód ZWZ-AK Włoszczowa „Kaktus”

Podchorąży Henryk Szopiński, 1937 r.

Podchorąży Henryk Szopiński, 1937 r.

Major Henryk Szopiński należał do zasłużonych pilotów polskiego lotnictwa wojskowego, dlatego pragnę opisać jego drogę życiową, która była niełatwą. Urodził się 16 stycznia 1915 roku w miejscowości Praszka w powiecie wieluńskim. Jego rodzicami byli Wiktor i Marcjanna z domu Krzemińska.

Szkołę podstawową ukończył w Praszce, a następnie w 1929r. wstąpił do Szkoły Kadetów nr 2 w Chełmnie nad Wisłą. Tam po pięciu latach nauki uzyskał świadectwo dojrzałości w państwowym gimnazjum o profilu matematyczno-przyrodniczym.

Od młodych lat pasjonowało go lotnictwo i w 1935r. wstąpił do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie, którą ukończył w 1938r. Jako podporucznik w korpusie oficerów lotnictwa otrzymał przydział do 3. pułku lotniczego stacjonującego w Poznaniu na Ławicy.

Czytaj dalej

W Kedywie i partyzantce (2). W oddziale leśnym Kedywu Końskie.

Tadeusz Chmielowski – „Klon”, „Bartek”, „Walter”, zeszyt 37

Obwód ZWZ-AK Końskie „Dalia”

 Nieudana próba rozbicia koneckiego więzienia 25 lipca 1943 r.

Wyszedłem z Końskich wczesnym rankiem 14 lipca 1943 r. Na miedzy nie wyschła jeszcze rosa. Z oddali dolatywał dźwięk osełek żniwiarzy ostrzących kosy. Przenikała mnie radość, jakiej od dawna już nie doznawałem. Koniec z ciągłym ocieraniem się o wroga w pracy, urzędach i na ulicach, z nasłuchiwaniem kroków podkutych butów nocnych patroli, chowaniem się w bramach w celu uniknięcia rewizji. Rozpoczynam nowe, wolne życie. Jeśli dopadnie mnie śmierć – będzie to śmierć żołnierska, w gronie przyjaciół, a nie męczeński, samotny zgon konspiratora.

Zbliżając się do lasu – niedaleko wylotu drogi gruntowej z Końskich przez Niebo do Piekła – usłyszałem znajomy gwizd. Na skraju lasu stał „Dębicz” z kbk. Sto metrów dalej znalazłem „Eryka”, „Ikara”, „Felusia”, „Kulę”, „Okonia” i „Zycha”. Po paru godzinach nadszedł Wacek. Nie pozostało nic innego jak czekać na „Księdza”, który po ucieczce gdzieś się zawieruszył i tymczasem zająć się sprawami broni i oporządzenia. Wydobyliśmy ze schronu karabiny, pasy, ładownice i amunicję. Wystawiliśmy czujki, czekaliśmy na pozostałych kolegów.

Czytaj dalej

Okruchy wspomnień z tamtych lat

Włodzimierz Bielnicki ps. „Konrad”, zeszyt 37

Obwód ZWZ-AK Iłża „Cykoria”
żołnierz oddziału „Wrzosa”

Włodzimierz Bielnicki ps. „Konrad”, „Sten”.

Włodzimierz Bielnicki ps. „Konrad”, „Sten”.

Wojna przetaczała się przez wschodnie tereny Polski. Zbliżał się czas akcji „Burza”. Młodzi chłopcy, a często i dziewczęta, dotychczas pilnie uczęszczający na komplety tajnego nauczania, a niezależnie od tego mający konkretne zadania w pracy konspiracyjnej – teraz starali się uzyskać kontakt z oddziałami leśnymi. W lecie 1944r. w okolicy Skarżyska-Kamiennej istniały już takie oddziały.

Pewnego dnia w początkach lipca 1944r. przewodnik przeprowadził mnie i moich dwóch kolegów z takich kursów tajnego nauczania – braci bliźniaków: Jurka i Zbyszka Łazarczyków – do niezbyt odległego od Skarżyska kompleksu leśnego, gdzie w okolicy miejscowości Gadka stacjonował oddział ppor. „Wrzosa”, dobrze mi znanego leśniczego Seweryna Maczugi. Tego nadzwyczaj towarzyskiego i wesołego pana znałem z ostatnich lat przed wojną poprzez mojego wuja Franciszka Łagosza, nadleśniczego w Skarżysku, a jednocześnie męża siostry mojego ojca Kazimierza. Kontakty towarzyskie rodziny nadleśniczego z rodziną pana Maczugi były bardzo ożywione. Mnie i mojego starszego brata Andrzeja zabierano czasem przed wojną jako pomocników na polowanie na kuropatwy, gdzie najlepszym strzelcem okazywał się pan Seweryn Maczuga.

Czytaj dalej

„BURZA” na przyczółku

Czesław Kotela „Wit”, zeszyt 37

PRZED „BURZĄ”

Przyszedł lipiec 1944 roku. Niemcy uciekali. Trzeba przyznać, że w sposób zorganizowany. Kilka miesięcy wcześniej zaczęli zacierać ślady zbrodni popełnionych na Żydach. Przyjechało specjalne Brennkomando, które przy pomocy ocalałych policjantów żydowskich ekshumowało zwłoki Żydów pomordowanych w Sandomierzu i paliło je na stosach drzewa oblanych ropą naftową. Odbywało się to na cmentarzu żydowskim i trwało szereg dni. Nad miastem snuły się dymy ciągnące się od cmentarza żydowskiego. Przez wiele dni czuć było w całym mieście odrażającą woń palonych ludzkich ciał.

Przez Sandomierz prowadziła jedna z ważniejszych dróg odwrotu niemieckiej armii, przez dwa mosty drogowe na Wiśle stojące obok siebie. W miarę jak rozwijała się sowiecka ofensywa, zwiększał się potok wycofujących się wojsk niemieckich. Radość sprawiało patrzeć, jak butni dawniej zwycięzcy teraz musieli uchodzić przed nacierającymi wojskami nieprzyjaciela. Gdzieś na dnie tej radości rósł jednocześnie niepokój, co przyniosą ze sobą obecni zwycięzcy. Wieści, jakie do nas dochodziły, nie były uspokajające. Sowieci traktowali Armię Krajową jako organizację nieprzyjazną. Słyszało się o aresztowaniach żołnierzy i oficerów AK. Były to pogłoski, nic oficjalnego. Milcząco przyjmowaliśmy, że nas to nie może dotyczyć, gdyż działamy na terenie, nie kwestionowanym przez rząd radziecki, jako polski, w przeciwieństwie do naszych, dawnych wschodnich terenów, zaanektowanych w 1939 roku przez Związek Radziecki. Tym bardziej powinniśmy pomóc Armii Czerwonej w jej ofensywie, działając na tyłach Niemców, aby godnie prezentować polskie państwo podziemne wobec wkraczających wojsk sowieckich. Było to myślenie dość naiwne, jak pokazała nadchodząca przyszłość. Sowieci rozprawili się z Armią Krajową z całą bezwzględnością silniejszego i atawistyczną nieufnością do wszystkiego, co wolne i polskie. Nie raz zadawałem sobie pytanie: czy mogliśmy wówczas myśleć inaczej? Czy była lepsza alternatywa? Czy można było, na przykład, zamrozić nasze (AK) działania, schować broń, czekać, co przyniesie los? Każdy wariant naszego postępowania mógł być wykorzystany przeciwko nam. W lipcu 1944 roku sprawa polska była przegrana na najwyższym szczeblu, w Jałcie, o czym wówczas nie wiedzieliśmy, wierząc dobrodusznie w aliantów i w tak zwaną „dziejową sprawiedliwość”.

Czytaj dalej

Walka na śmierć i życie

Eugeniusz Wawrzyniak „Puszczyk”, zeszyt 37

RANNY W PUSZCZY

W czasie boju pod leśniczówką Huta, około godz. 1100, podciągnęły pod Stefanów, od strony Kurzacz, niemieckie patrole, gdzie przyczaili się partyzanci por. „Sędziwoja”. Pod naporem silnego ognia wycofali się pod gajówkę Puszcza, gdzie według rozkazu miał czekać od godz. 1200 łącznik z dowództwa pułku z dalszymi rozkazami. Niemcy zalegali, czekając prawdopodobnie na posiłki. Do przyczajonej grupy osłonowej dołączyło kilku zagubionych partyzantów z innych kompanii, a zapowiedzianego łącznika ciągle nie było. W szeregi osamotnionej grupy wkradło się zwątpienie, iż zapomniano o ubezpieczeniu tylnym.

Łącznik jednak został wysłany, jak się później okaże, ale ostrzelany przez Niemców nie zdołał dotrzeć do por. „Sędziwoja” i dostarczyć mu rozkazu o wycofaniu się i dołączeniu do głównych sił pułku.

Sytuację komplikował dodatkowo fakt, że por. „Sędziwój” nie znał celu ani kierunku, w którym przebijał się pułk. Postanowił więc kluczyć w tym rejonie, a pod osłoną nocy przedzierać się poza zagrożony teren i tam trafić na ślad macierzystej jednostki.

Czytaj dalej

Oddział partyzancki ze „Słonecznika” w Akcji Burza

Leon Stola „Dąb”, zeszyt 37

Od Redakcji

Przekazujemy nigdzie dotychczas nie publikowane wspomnienie działań partyzanckich otrzymane od rodziny autora. Za pomoc w uzyskaniu tego historycznego materiału dziękujemy pani Pelagii Barwickiej z Kielc.

Obwód ZWZ-AK Busko „Borsuk”

Por. „Dąb” Leon Stola, d-ca 3 komp. 4 pp Leg.

Por. „Dąb” Leon Stola, d-ca 3 komp. 4 pp Leg.

Podobwód Szydłów krypt. „Słonecznik” obejmował miasto i obszar położony we wschodniej części Obwodu Buskiego na styku Pogórza Szydłowskiego i Pasma Ociesęki u podnóża Gór Świętokrzyskich. Znajdujące się na tym terenie duże kompleksy lasów stanowiły naturalną osłonę działań konspiracyjnych i partyzanckich, które wykorzystywała Komenda Podobwodu. Podobnie jak w innych Podobwodach zadbano o konspiracyjne szkolenie wojskowe, zorganizowano prężnie działającą Wojskową Służbę Kobiet, dla „spalonych” akowców prowadzono zakwaterowanie, a w pobliżu miejscowości Lasy Głuchowskie znajdował się szpitalik dla chorych i rannych partyzantów.

Czytaj dalej

Plan „Burza” W Okręgu Radomsko-Kieleckim „Jodła”

Henryk Myśliński „Mars”, zeszyt 37

Wstęp

W 2004 roku obchodzić będziemy 60. rocznicę prowadzonych przez Armię Krajową działań w ramach „Planu Burza”. Rozpoczęte we wschodnich Okręgach AK na zapleczu frontu wschodniego działania bojowe, łącznie z powstańczym Korpusem Warszawskim AK, stanowiły dużą siłę i bazę operacyjną. Od strony wojskowej walka oddziałów – jednostek wojskowych AK – był to efekt długotrwałych i trudnych prac przygotowawczych, szkolenia kadry dowódczej i żołnierzy, prowadzonego w pełnej konspiracji. W okresie od lutego do września 1944 r. brało udział czynnie około 100 000 żołnierzy i oficerów spośród pół miliona członków. Pod względem politycznym było to zaprzeczenie kłamliwym twierdzeniom „o staniu z bronią u nogi”. Walczące na zapleczu frontu niemieckiego oddziały AK związały znaczne siły wojsk wroga. Największe wiązało Powstanie Warszawskie, które pozbawiło wojska 9 Armii Pancernej ważnego węzła komunikacyjnego zaopatrzenia frontu i stanowiło poważną obawę odcięcia tym wojskom, broniącym przedmościa praskiego, drogi odwrotu.

Czytaj dalej